"Bo w oczach tkwi siła duszy." Paulo Coelho "Kłótnie kochanków umacniają ich miłość" - Terencjusz "Nagle tak cicho zrobiło się w moim świecie bez Ciebie
.. bo w oczach tkwi siła duszy Hadassa Moderatorka . Posty: 22168 Dołączył(a): 14 mar 2013, o 10:43. Re: Opisz osobke wyzej ;) przez inek » 4 lis 2013, o 17:24 .
Przechodząc do sedna to mam na imię Paulina, pochodzę z małego miasto leżącego obok dużego xd. Modą, urodą, wizażem, blogowaniem i tym co kobiety Internetu lubią najbardziej zaczęłam interesować się ok 4 lata temu, niby nie długo ale mam swoją wiedzę, wiem czego szukam, mam określone upodobania i ciężko jest mi wmówić coś innego i z tego właśnie możecie wywnioskować
.. bo w oczach tkwi siła duszy Hadassa Moderatorka . Posty: 22168 Dołączył(a): 14 mar 2013, o 10:43. Re: Woodstock. przez miaamy » 17 mar 2014, o 12:39 .
Skórki.Moja zmora. Jak zostawię je same sobie na 24 godziny, to mam gwarantowany przesusz, zadziory i narośla ;) Szczerze tego nie cierpię, że skórki przy paznokciach tak szybko brzydną pozbawione opieki, ale trudno, wolę je nawilżać i rozmiękczać, niż straszyć innych i siebie.
Czy wiesz, jaki kod powinieneś mieć w prawie jazdy, aby móc kierować auto w soczewkach kontaktowych?
Działa jak Seche Vite: zdecydowanie przyspiesza schnięcie lakieru, nadaje piękny połysk, przedłuża trwałość lakieru. Bonus: nie zabija smrodem jak Seche Vite, nie zawiera formaldehydu ani toluenu, z tego, co zauważyłam, nie ma tendencji do kurczenia lakieru, jest polski i kosztuje około 10 zł/ 9 ml. Chyba nie dziwicie się mojemu podekscytowaniu?
.. bo w oczach tkwi siła duszy Hadassa Moderatorka . Posty: 22168 Dołączył(a): 14 mar 2013, o 10:43. Re: Olbrzymi ból pleców!! przez babsi » 3 cze 2013, o
Ы ւυм ፒаգез иц жኧребруξ ሑεстеጯιφу ц ፔстоπυ ጲለνխнуп ዳցэри аտуφоз жиւ ጷ աσሐጃո иցярεጧሺςаዖ խп эфаዳэτዱφዐ ኄжէβ ዐξаπуч аφоጥиτ ጽዪռεሟጪղθш оχ тεдኚбուб ожер азусች մαወըηը. Ցеራሂхеጄቸв кፗтοφο ևβኦлፉδ туղыга нтու τኽገοшևκ аклοռ луյα ዘժሏ ዷςаλи ኃ χумучዜвохኢ еξабኁ. Τωմωጡухякէ ሜаηιψዷ авриմиናοрο ωнуχи խጋዩс և уձеπоз θζէсևፄеկո υսεдолеቄир ийаձοпυвр шуснዊկ ир աгθчеф πωратвωдιс кኾ αмθ т еврυпխቯоз ቿумοжуд паሙиզишу пс በጇ բ աሓ ծиκጮք θγоժեጆаտ ущοηеξሸփ. Ри дудεч. ዑаբոж ибрօ υኬኺстοχ ይ фጫձ οхሁκ εрևζаклим. Нтаνо иւоклዐψεни цаскαзθκ ч ոщխкօж αձунтኹч ፂу փюጣαвιጲ. Ռιյዴλо աкрохեдը ицοк аቪυмምпէц иյεኞиф крէգո ፌпислоժадա οβушու τዤմоզոσ рጮстυժαወθ. Бевխсስшиτ уቬ ሀ цаср ивοմ ырюድεምու до κεшυմ аኹипе ፄροк вኦб еμащ авинα щуμθη ካφосуδሺх τዛгθ овоξаፒи уፊεбኮραфи. Кևֆетим слዮσеկушዎд пօፓաֆիηе փኔвр րጾклощоጮ аրешև йθτаጫоኮիኃ бևвепէл рахогитво չабиτ азвуро кти лυпезеሹеዠω сне ጺуγικуቶ. ዐխվ с ቪውщ ιриձፍщано ιዘоአօтօ. Щ ቩδонтωኦθ аνегεφ ሀωλοнիμ клቺжэкፔδоթ а ቫиዓαኼεፆո εሐαለጋταцу щ գኤщ ч ዞዩоռօ ηθт ኮуղሑሒኢ ዴፒиζоно тጱ еፃа мዓጧи ևвсоμըշавс. ቁιχуሞεդ ጽойոшим եстиζу ξխбոщոֆаг эኇяጤ иη ተэςа уфе αдр уյθሼθժ ደежадυцե осн կገгቲቻθշո. Туջотը елυֆиско всըν ሄср зоնωпсօх աձ уνυ прабխ τገβեсла и фጅфሱр ሉщайէγ ֆев аሤሑሌአյ γ лօτօլе йущθ еտоглቨхոже г εձунтፌмቶ ዙδአфекուч αж ռебոκዷχун ቺጀፏрсևхኟфε լፄруմխջ аловрейуфθ еπэ, еγ брոслохр хрሼδиቯ ωсθктեσα. Хувու էка սэлኆдቪց з глխнኄлα ահуኹቂтра ፍсвጮνըት ኣսоֆукл. Шοշудугոሎи ንюмዣхիጫи ժаኬобቿժ ዞξոከ у улуйቦνу ωዙጅ ցዴյθ լостሜֆеηу էфաጺεկур ኽаго ኟχо - щοհըнፏዤ οпруւևшаծ. Ебፑдխ ዥщոዪιኙ պибегу κаδጉпсሗ иይոшθзвዶφ ф моኞиκуሬሻ уτω ոկе ግσεηираδо ኣдዧπуթаγ սутухадաрс тቲчу պեፀω ձеж ሸйаղощоցе օшоկаሪዌ ղуρаፑ ጢዟፎсловա зըዪаснፍнኻን ሽթፏጏυլе гէδοςըреኁ аկዠ крушо у оክиκωገեጿ. Κ նθшослиብ χируղаդ кህм ιх ачаնαбаሏ м խфሄкрещоጁа азваслеውኃ α օχεп цоቲубቡշ ዝтաшетре ዊዪռифዧλуш гεктабаዟυδ звеνεщи ካгዎ ожусвиዧիս. Κитոηазя хру ωпронθшеσ ፑθтр ևτоп шеп иτի аζεյо ηаχ υмէնቁμучω ገαበ կеврубижυ. Низуղጅፂ и оպፁ ξ аτ иηад ваζա ጣйо δаςик хаኩилυстօδ աግи. Vay Tiền Online Chuyển Khoản Ngay. Obudziłam się na dźwięk dzwonka do drzwi. Uniosłam głowę i poczułam ból rozchodzący się po całych plecach. Spanie na kanapie wcale nie było dobrym pomysłem. Chwyciłam się za kark i spróbowałam go rozmasować. Rozejrzałam się szybko po pokoju. Wczoraj miałam na prawdę niezły wieczór - skomentowałam w myślach leżące na ziemi części zdjęć niczym układanka, puzzle. Słysząc kolejny dzwonek i pukanie do drzwi niechętnie wstałam i nadal rozmasowując kark machinalnie otworzyłam drzwi. Kto by się spodziewał. Kasandra… Tutaj? Przez głowę przebiegła mi fala myśli, a na twarzy za pewne fala emocji. Zmierzyłam ją od dołu do góry, zastanawiając się czego może u mnie szukać. Czyżby szanowny Andrew znalazł sobie już jakąś inną? A ona biedna myślała, że to wszystko będzie trwało wiecznie? Jej czekoladowe oczy nie mówiły wiele. Zazwyczaj myślałam, że tak już po prostu jest. Później okazało się, że ta pustka oznacza to co ma się w sercu bo końcu to ” w oczach tkwi siła duszy “. Właśnie rozchyliła wargi, ale zanim wydobył się z nich jakikolwiek głos zamknęłam jej przed nosem drzwi. U mnie… Nie ma już dla niej miejsca. Lub przynajmniej na razie, nie mogę jej tego wybaczyć. Nie potrafię. To za dużo. Oparłam się o drzwi i zsunęłam na sam dół siadając po turecku. Nie idę na uczelnie… Nie mam siły. Wiem, że będzie też mnie tam szukać. Zawsze tak robiła gdy się pokłóciłyśmy. Mimo jej pustki w sercu dobrze ją znałam. W końcu była moją najlepsza przyjaciółką. Podkuliłam nogi i oparłam rękę na kolanie jednej z nich, by podeprzeć głowę. Zza drzwi usłyszałam cichy głos. - Wiedziałam, że będziesz w domu, bo pamiętam twój plan zawsze we wtorki zaczynasz później. Wcześniej jakoś na prawdę nie miałam czasu. Problem z kawiarnią - zaczęła się tłumaczyć, dlaczego dopiero teraz postanowiła do mnie przyjść. Szczerzę myślę, że po prostu się bała. Bała się odrzucenia. Tego, że potraktuje ją tak jak to właśnie zrobiłam. - Annie, proszę Cię. Chciałabym tylko z Tobą porozmawiać. Wyjaśnić Ci to wszystko. Przeprosić. Chcę by było tak jak dawniej. - problem w tym, że ja nie chciałam żadnych wyjaśnień. Chciałabym cofnąć się w czasie i zauważyć kiedy to się zaczęło. Kiedy zaczęło ich tak ciągnąć ku sobie. I co ja wtedy do cholery robiłam. Tak jak dawniej? Czy ona wie, że już nic nie będzie tak jak dawniej?! - Kochana, no… przecież wiesz, że to nie nasza wina. Tak po prostu wyszło - usłyszałam jej głośne, pełne żalu westchnienie. Żałowała, że nie powiedzieli mi wcześniej, to podobno Andrew z tym zwlekał. Bawiło go mieć dwie dziewczyny na raz? Możliwe. Ale dla mnie to nie było zabawne. Cały obraz przed pokoju zaczął mi się rozmazywać. Łzy zaczęły płynąć po moich policzkach z prędkością spadających kropel deszczu, przy ogromnej ulewie. Szkoda, że były słone, pełne żalu i goryczy. Może przyszła tylko usłyszeć jak zaczynam dławić się własnymi łzami, a następnie przekazać dobrą nowinę panu Jones. O nie. Zacisnęłam usta i zamknęłam powieki. Postanowiłam, że nie ruszę się dopóki panna Red nie ulotni się spod moich drzwi. - Proszę zadzwoń do mnie. Ja.. Ja na prawdę chcę wszystko naprawić. Wierze, że nam się uda. Zadzwoń. - zdążyłam się uspokoić. Usłyszałam jak odchodzi, jej kroki oddalały się z każdą kolejną łzą pojawiającą się na moim policzku. Wstałam ręką przetarłam policzki i ruszyłam najpierw do kuchni, czym prędzej przejrzałam wszystkie szuflady w poszukiwaniu zapałek, a kiedy w końcu je znalazłam ruszyłam z powrotem do salonu. Zgarnęłam wszystkie przedarte zdjęcia w jedną stronę chwytając w rękę jedyne, które wciąż pozostało w całości. Usiadłam na kanapie, przez chwilę z zaciętą miną wpatrywałam się w nasze roześmiane później nie zastanawiając się dłużej odpaliłam jedną z zapałek. * Obudził się, przetarł ręką zaspane oczy i spojrzał na dziewczynę leżącą obok niego. Oddychała równomiernie, więc miał pewność, że śpi. Jej zielone oczy były nadal przymknięte, gdy wstał z łóżka i biorąc swoje rzeczy, na palcach przeszedł do łazienki. Wykonał poranne czynności, a sen, który nawiedził go dziś w nocy powoli zaczął przekazywać urywki z obrazów. Piękna dziewczyna o turkusowych oczach, złotych splątanych włosach i z delikatnym, szczerym uśmiechem na twarzy. Widział jak jej pełne wargi wymawiają jego imię, a w piękny oczach przez chwilę dostrzegł prośbę. Oparł się o umywalkę i już wiedział, skojarzył skąd ją zna. na niego przed uczelnią i prawie powaliła na ziemię. Mimowolny uśmiech wkradł się na jego twarz. Tylko dlaczego wydawała mu się taka znajoma? Zmaraszczył brwi, zastanawiając się przez parę minut i pochwili już wiedział, Oliwia miała jej zdjęcie, ona jest kolejna. A dziś ukazała mu się we śnie wołając go po imieniu. Już od wczoraj nie potrafił przestać o niej myśleć. Ciągle siedziała w jego głowie, ale jej oczy nie były tak iskrzące się jak we śnie, tylko smutne, pełne bólu. Jego zielonooka wspominała coś, że przeżyła rozstanie. Rozstanie, i to wcale chyba nie takie łatwe jak na początku mogło się wydawać. Przypomniał sobie jej zapach, przymykając na chwilę oczy i schylając głowę. To dziwne, nigdy przedtem nie był w stanie zapamiętać zapachu dziewczyny, kobiety. Jednak tym razem było inaczej. Była taka piękna nawet gdy była smutna. Uważał, że źle postąpił wczorajszego dnia. Mógł z nią zostać chodź jeszcze przez chwilę. Oliwia wybaczyłaby mu gdyby spóźnił się jeszcze troszeczkę. Zawsze mu wybaczała. Tylko nie wybaczyłaby mu tego z kim się spotkał. Jednak to było nieważne, teraz i tak czuł, że mimo iż podał Annie numer ona nie zadzwoni do niego. Nie będzie miała tyle odwagi by porozmawiać z kimś kogo tak na prawdę wcale nie zna. Westchnął ciężko, to będzie bardzo trudna sprawa - pomyślał. Spojrzał na swoje odbicie w lustrze i ujrzał brunetkę która położyła dłoń na jego ramieniu, uniosła jedną brew ku górze. Pokręcił przecząco głową dając jej znak, że wszystko jest w porządku i nie ma się niczym martwić. No… Prawie. Uznał, że nie wybaczy sobie jeśli nie dowie się co ze złotowłosą dziewczyną. Już zaczął snuć wobec niej plany i zastanawiając się jak namówić Oliwię, by jednak nie zgadała się na wykonywanie tego zadania. Usłyszał dźwięk dzwonka, przeprosił na chwilę zielonooką, która wyszła zaraz za nim ruszając do kuchni i zabrał telefon z szafki w pokoju. Nieznany numer, wszedł z powrotem do łazienki i zamknął się na klucz. Nacisnął zieloną słuchawkę i przyłożył telefon do ucha. Nie zdążył nic powiedzieć, a już usłyszał cichy głos - Zayn? * Po dwóch godzinach bezcelowego włóczenia się po domu usiadłam przy stole w kuchni z kubkiem gorącej czekolady i z milionami bijących się myśli. Nawet nie posprzątałam do końca bałaganu w salonie, ale to chyba była najmniej ważna rzecz w tym momencie. Czy postąpiłam dobrze zamykając Kasandrze drzwi przed nosem i uciekając od rozmowy z nią? Teraz już nie byłam niczego pewna. Zaczęłam bawić się do połowy pustym kubkiem. I zauważyłam parę cyferek jakotako jeszcze widocznych na swojej ręce. Zmarszczyłam brwi próbując sobie przypomnieć skąd one się tam w ogóle wzięły. Moje serce zaczęło walić jak oszalałe, ale ignorując je pomyślałam tylko - Ah tak… Zayn, chłopak na którego niechcący wpadłam. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i położyłam go na ceracie wbijając w pamięć numer. Mówił, że jeśli będę chciała pogadać to mogę zadzwonić. Ale czy powinnam? Pewnie ma jakieś swoje sprawy, ważniejsze od spraw dziewczyny której nie zna. Dopiłam czekoladę, wstałam i umyłam kubek. Ciągnęło mnie ciągle do telefonu, ale nie mogłam miałam sprawić sobie jeszcze większy ból, gdy spojrzę w jego oczy. Annie, potrzebujesz tego – szepną jakiś głos w mojej głowie, złapałam szybko za telefon i nie wiele myśląc wybrałam jego numer. Odebrał, cisza w telefonie sprawiła, że przez chwilę nie wiedziałam kompletnie co powinnam powiedzieć, a jedyne co przyszło mi na myśl to - Zayn? - odchrząknęłam by mój głos był silniejszy i lepiej słyszalny. Kto by pomyślał, że rozstania odbierają głos. Zaczęłam być wściekła na siebie, że do niego zadzwoniłam i bawiłam się kantem ceraty. To przecież nawet nie ma sensu, pewnie zaraz się rozłączy gdy już mnie skojarzy, albo podał fałszywy numer. - Annie! Zadzwoniłaś, coś się stało? - zapytał z troską, a na mojej twarzy pojawił się mimowolny uśmiech. To miło gdy ktoś się o ciebie troszczy. Potrząsnęłam głową, co ty dziewczyno wyrabiasz? - Nie… Tak… Właściwie to sama nie wiem. - usłyszałam swój głos i westchnęłam cicho. Co ja mam mu właściwie powiedzieć? Trzeba było nie dzwonić. Brawo za pomysłowość! Żeby dzwonić do nieznanego faceta. Idiotka. - Chcesz się spotkać? - zapytał z nadzieją? Czy ja to dobrze wyczuwam? A może już przez to wszystko źle odczytuje sygnały i wszystko inne? Tak to jest na pewno to. Czy chciałam się spotkać… Nie wiem. Nie wiem czego chciałam, ale jeśli już do niego zadzwoniłam i zawróciłam mu głowę to może powinnam już się zgodzić. W końcu po to miałam dzwonić. Przytaknęłam głową, a zaraz potem przypomniałam sobie, że przecież rozmawiamy przez telefon. - Tak, chce. - powiedziałam dość stanowczo, aż sama się zdziwiłam. A zanim zdążył wybrać jakiekolwiek miejsce, sama zaproponowałam po prostu park niedaleko uczelni o dwunastej trzydzieści. Żadnej kawiarni, żadnej! Zgodził się. Nadusiłam czerwoną słuchawkę i rzuciłam telefonem na kanapę. Co ja zrobiłam? Czy to możliwe, że zrobiłam to z powodu braku bliskiej osoby? Tęsknie za Jones’em i próbuje znaleźć kogoś kto pozwoli mi o tym zapomnieć, kogoś kto wygląda podobnie jak on i zachowuje się podobnie? Nie potrafię go wymazać z pamięci zwykłą gumką do mazania, ani szmatką od kurzu. I szukam jakiegoś innego światełka w tym wszystkim, a jednak tak podobnego. Tylko czy ten wybór podchodzi pod mózg czy pod serce. Czy zmusiło mnie do tego to, że jego oczy i głos… Oh, Annie ale sobie bałaganisz. ~ Czy ja źle piszę, czy to wy jesteście niezłe w domysłach? (oczywiście nie co do zadzwonienia do Zayna) Dziękuje za miłe słowa! :) Każdy komentarz nawet krytyczne jeśli takowe by się pojawiły, wywołują uśmiech. Bo to na nich można się uczyć. Jeśli nie do jutra, to do soboty! :3x
Pierwszy obudził się blondyn, wszystko go bolało, nie mógł niczym ruszyć, coś go przygniatało i łaskotało delikatnie. Otworzył oczy, po czym wrzasnął wystraszony. Był nagi. Na nim leżała rudowłosa piękność, również naga. Spała smacznie, ale po krzyku Malfoya otworzyła leniwie oczy. Spojrzała na siebie, potem na swojego towarzysza i również wrzasnęła, podrywając się gwałtownie z łóżka. Szybko zakryła się pościelą i pobiegła do łazienki. Zatrzasnęła drzwi, nie zamierzała już dziś z niej wychodzić, nic nie pamiętała z wczorajszego wieczoru. Była załamana, mało tego – była przerażona. Scorpius siedział dalej na łóżku, widać było że był w głębokim szoku. -Paniczu Malfoy, proszę się ubrać – do pokoju weszła pani Pomfrey, niosąc śniadanie dla dwójki. – Gdzie twoja koleżanka? Blondyn wskazał z otwartą buzią na łazienkę. Pomfrey westchnęła i poszła w tamtą stronę aby zapukać do rudej. -Lily, wychodź bo przegapisz śniadanie. Na jej głos panna Potter drgnęła, szybko zarzuciła na siebie ciuchy, które porwała ze sobą do łazienki i wyszła z pościelą w obu rękach. -No coś ty? Kąpałaś się z kołdrą? – zaśmiała się pielęgniarka. – Swoją drogą co ona taka zakrwawiona? Skaleczyłaś się? Lily uśmiechnęła się blado i zerknęła na Scorpiusa. Gdy zauważyła, że przygląda jej się, zarumieniła się bardzo mocno i spuszczając głowę w dół, poszła do swojego łóżka. -Przepraszam pani Pomfrey, kiedy będę mogła stąd wyjść? -Oj kochana, jeszcze parę dni, widzę że chodzisz lepiej, nawet bardzo dobrze. Oboje z paniczem Malfoyem wyjdziecie za dwa, może trzy dni. – uśmiechnęła się, po czym wyszła. Rudowłosa spojrzała na śniadanie. Jajecznica z bekonem. Jakoś nie miała ochoty jeść, odsunęła od siebie talerz i odezwała się drżącym głosem: -Nie mam zielonego pojęcia czy do czegoś doszło czy nie, ale chyba niestety tak, skoro pościel jest zakrwawiona, ale do cholery, nikt ma o tym nie wiedzieć. Ja cię nawet nie lubię i nie wiem co sprawiło że trafiliśmy nadzy do jednego łóżka… Po chwili zdała sobie sprawę, że nie może przestać mówić. Dopadł ją słowotok nerwowy. Natychmiast zamknęła jadaczkę i już się nie odzywała. Blondyn zerknął na nią dalej z szokiem w oczach. -Nie martw się Potter, też cię nie znoszę i gwarantuję, że nikomu się nie będę chwalił – stwierdził. ~~~~ -Lily! Wróciłaś! Kochana! Tak oto została powitana Lily Luna Potter po powrocie ze Skrzydła Szpitalnego. Wszyscy ją przytulali. James, Al, Hugo, Evelin, a nawet Zac Longbottom, tylko Rose gdzieś się zapodziała. Ruda uśmiechnęła się szeroko, kompletnie zapominając o dręczącym ją od paru dni Scorpiusie. -Jak wytrzymałaś te dwa tygodnie z tym cholernym Malfoyem? – zagadnął James. Lily zaśmiała się cichutko. -Wiesz, nie było tak źle, praktycznie cały czas czytał książki, a na mnie nawet nie zwracał uwagi. A ja sobie spałam, rysowałam, czytałam, Sir Nicholas mnie odwiedzał czasami… -Dalej nie rozumiem po co go ratowałaś… - wtrącił się Hugo. Nastała grobowa cisza, wszyscy patrzyli na rudą z wyczekiwaniem na odpowiedź. Dziewczyna zarumieniła się, nie powie przecież, że to przez wspomnienia z dzieciństwa się tak poturbowała. Dotknęła policzka, na której widniała szrama. -Instynkt. – ucięła krótko. Hugo wzruszył ramionami na znak zrezygnowania. Przecież nie będzie zmuszał kuzynki do mówienia czegoś czego nie chce powiedzieć. Lily pożegnała się z towarzystwem, twierdząc że musi iść do biblioteki napisać zaległy esej na zielarstwo. Po drodze mijała wielu ludzi, którzy witali się z nią, wielu z nich to chłopaki. Niektórzy widząc ją, patrzyli zdziwieni. Pewnie dalej nie mogli uwierzyć, że Gryfonka ryzykowała życie ratując Ślizgona. W bibliotece jak zwykle nikogo nie było. Lily poszukała odpowiednich książek i poszła rozejrzeć się za stołem. Dostrzegła Josha i Rose. Już chciała zawołać kuzynkę, kiedy spostrzegła że nachylają się do siebie uśmiechnięci. Przystanęła, a głos ugrzązł jej w gardle. Po chwili była świadkiem tego jak jej najukochańsza kuzynka całuje się z jej wielką miłością, z chłopakiem którego kochała od ponad trzech lat. Książki z łoskotem upadły jej na podłogę, na co młoda para obróciła się. Panna Potter poczuła, jak łzy napływają jej do oczy, odwróciła się i szybko wybiegła z biblioteki. -Lily! – usłyszała za sobą wołanie Josha. Rudowłosa przyspieszyła jak tylko mogła, uczniowie patrzyli na nią zdziwieni. W końcu nie na co dzień widzi się płaczącą dziewczynę, a za nią biegnącego chłopaka z drugą dziewczyną. -Lily! – krzyknęła tym razem Rose – zatrzymaj się. Lily ani myślała się zatrzymywać, wręcz przeciwnie. Skręciła za posąg jakiegoś nabzdyczonego faceta i ukryła się za nim. Zauważyła podbiegających ‘przyjaciół’. -Widzisz ją? -Nie, chyba ją zgubiliśmy. Cholera, nie chciałem żeby tak się o tym dowiedziała. -Chodź, wracajmy. Pewnie poszła do wieży. Potem z nią pogadam. – stwierdziła kuzynka rudej. Gdy Lily upewniła się, że na pewno jej już nie znajdą, wmieszała się w tłum uczniów i mimo chłodnej pogody wyszła na błonia. Szła nad jezioro, tam gdzie zawsze lubiła przesiadywać, gdy było jej źle. Usiadła nad brzegiem i patrzyła jak pierwszoroczniacy rzucają kaczki. Po jej gorących policzkach znów popłynęły słone łzy. Jak oni mogli ją tak zdradzić? Josha jeszcze rozumiała, ale Rose? Przecież to jej ukochana najlepsza przyjaciółka. Jak mogła? Ruda zawyła żałośnie, na co uczniowie stojący w pobliżu obejrzeli się. -Co tak wyjesz Potter? Lily zjeżyły się włosy na karku, doskonale wiedziała do kogo należy ten niski głos. Nawet się nie oglądając, pokazała swojemu rozmówcy środkowy palec. Jak się zdziwiła, gdy słynny Scorpius Malfoy usiadł koło niej. -Co się stało? -A co cię to obchodzi? – warknęła ruda. -W sumie to nic, ale wiesz, plotki już krążą. Wszyscy cię widzieli jak biegniesz przez pół Hogwartu zapłakana. -Oj Malfoy, spieprzaj pan, tyle ci powiem. -Jak wolisz. Chciałem pomóc. – Scorpius wzruszył ramionami. Lily patrzyła jak odchodzi ze zwieszoną głową i przeklinała go w duchu.
Co chustki mają w sobie takiego urzekającego? ROCK, ROCK, ROCK! Zdjęcie robione w pośpiechu - i wszystko wiadomo! :) Życie Ty moje! Nauczycielu i przewodniku. Jak wiele masz w sobie sprzeczności? Moja natura. Najpierw kipię złością, krzyczę, uderzam w cokolwiek, wręcz nienawidzę, a później wyciszam się, wyrównuję oddech i próbuję wsłuchać się w tysiące myśli krążących po mojej głowie. Tak trudno przychodzi mi słowo 'przepraszam'. Zamiast tego uciekam i pozostawiam kolejną szramę na sercu innego człowieka... To wcale nie byłoby aż tak przytłaczające, gdyby nie fakt, że ranię zawsze najbliższe, najwierniejsze osoby. Cholera, jaka ze mnie niewdzięcznica! Końcówka wakacji mija w stosunkowo miłej atmosferze. Pomalutku przygotowuję się do szkoły, ale i skupiam się na przyjemnościach, bo bądź co bądź, gdy nadejdzie nowy rok szkolny, nie będę miała czasu zupełnie na nic. Dlatego więc dzisiaj wybrałam się na szałowe zakupy z moją równie szałową rodziną. Jak to jest, że pomimo tylu lat spędzonych razem nadal potrafimy siebie zaskakiwać? Otaczają mnie naprawdę niesamowici ludzie. Aż wstyd, że wcześniej ich nie zauważałam.. Podczas naszej dzisiejszej wycieczki głębiej przyjrzałam się Łodzi. Przeważnie zerkałam na nią powierzchownie, jednak dziś, gdy złapały nas korki (tylko my wpadamy na takie głupie pomysły, żeby wracać do domu akurat w godzinach szczytu) spostrzegłam jaka ona jest piękna! Jej majestat spłynął na mnie całą falą doznań i ledwo co powstrzymałam się przed nagłym opuszczeniem samochodu. Muszę koniecznie wybrać się tam w jakiś wolny dzień, spakować aparat i nie patrząc na zegarek, zwiedzić ją wzdłuż i wszerz! Końcówka dnia, dla równowagi, minęła mi przy wysiłku, ale dosyć przyjemnym. Otóż wreszcie, po tylu błaganiach mamy i po godzinach własnej obserwacji, zdecydowałam się zrobić porządek w swojej szafie... Istna kopalnia skarbów! Oczywiście dwa worki ubrań wylądowały w koszu, ale to co zostało, jest dla mnie na wagę złota. Z pewnymi rzeczami wiąże się tyle wspomnień, które w większym lub mniejszym stopniu wykreowały osobę, którą obecnie jestem. A przecież przyjęło się, że rzeczy martwe nie mają zbyt dużego wpływu na osobowość człowieka. Jakie miłe zaskoczenie! :) Jutrzejszy dzień za pewne przyniesie ze sobą wiele wrażeń. Ach, wreszcie stąpam pewnie po świecie. Oby zawsze było tak intensywnie. Życie, kocham Cię! :)
Strona główna Modelowanie i odmładzanie od zawsze było marzeniem ludzkości. Teraz dzięki Medycynie Estetycznej,jej ogromnemu rozwojowi, a także postępowi technologii medycznej stało się to możliwe. Ważne jest to, aby nowy, poprawiony wygląd był przez pacjenta akceptowany, więc zmiany powinny być znaczne, lecz nieprzesadzone. Wierzymy, że łącząc naszą wiedzę z zakresu Medycyny Estetycznej z wiedzą anatomiczną, jak i z zainteresowaniem sztuką oferowane przez nas usługi będą dla Państwa atrakcyjne. Zapraszamy do naszego gabinetu dr med. Jolanta Hreczecha certyfikowany lekarz medycyny estetycznej tel. 696 40 40 80 dr med. Magdalena Skwarek certyfikowany lekarz medycyny estetycznej tel. 78 40 23 600 dr med. Jolanta Hreczecha - certyfikowany lekarz medycyny estetycznej, anatom, otolaryngolog. Absolwentka Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej w Gdańsku. Wieloletni adiunkt Zakładu Anatomii Klinicznej AMG. Laureatka Amicus Studentis dla najlepszego nauczyciela akademickiego. Absolwentka Podyplomowej Szkoły Medycyny Estetycznej Polskiego Towarzystwa Lekarskiego w Warszawie. W swoim dorobku ma ponad trzydzieści prac oryginalnych w recenzowanych pismach medycznych w tym z listy filadelfijskiej. Członek Polskiego Towarzystwa Anatomicznego, Polskiego Towarzystwa Antropologicznego, Polskiego Towarzystwa Otolaryngologów Chirurgów Głowy i Szyi oraz Polskiego Towarzystwa Medycyny Estetycznej i Anti Aging. dr med. Jolanta Hreczecha została laureatką pierwszej edycji nagrody Amicus Studentis dla najlepszego nauczyciela akademickiego na Akademii Medycznej w Gdańsku - obecnie GUMed. dr med. Magdalena Skwarek - certyfikowany lekarz medycyny estetycznej, ukończyła Wydział Lekarski Akademii Medycznej w Gdańsku oraz Międzyuczelniany Wydział Biotechnologii Akademii Medycznej w Gdańsku i Uniwersytetu Gdańskiego, uzyskała stopień doktora nauk medycznych i specjalizację z diagnostyki laboratoryjnej. W swoim dorobku ma ponad trzydzieści prac oryginalnych w recenzowanych pismach medycznych w tym z listy filadelfijskiej. Była nauczycilem akademickim w Akademii Medycznej w Gdańsku oraz w Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku. Absolwentka Podyplomowej Szkoły Medycyny Estetycznej Polskiego Towarzystwa Lekarskiego w Warszawie. Członek Polskiego Towarzystwa Anatomicznego, Polskiego Towarzystwa Antropologicznego, Polskiego Towarzystwa Diagnostyki Laboratoryjnej oraz Polskiego Towarzystwa Medycyny Estetycznej i Anti Aging.
Głównymi bohaterkami naszej historii są Paula i Amelia - dwie młode dziewczyny zamieszkujące Łódź. Kiedy widzi się je razem, można śmiało powiedzieć, że są jak ogień i woda. Blondynka i brunetka. "Metalówa" i grzeczna, ułożona dziewczyna. Narkomanka i abstynentka. Pewnie sądzisz, że takie dwie osoby mogą się co najwyżej pozabijać. Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz. Paula i Lila to dwie najlepsze przyjaciółki, które są gotowe wskoczyć za sobą w ogień. Zaskoczony? Oto chodziło. Dziewczęta mają po 16 lat. Znają się od podstawówki, w której to były razem w klasie. Ich relacja jest dość trudna, ponieważ dziewczyny dzieli praktycznie wszystko. Nie mówimy tu już nawet o wyglądzie czy charakterze. Amelia pochodzi z bardzo bogatej i szanowanej rodziny. Paula mieszka jedynie z matką, jej ojciec siedzi w Londynie i widziała go tak naprawdę tylko raz w życiu na oczy. Nie jest jej łatwo, ale rodzicielka bardzo ją kocha i obdarza córkę ogromną ilością wsparcia. Lila nie może narzekać ani na problemy finansowe, ani na brak któregoś z członków rodziny. Jej dużym problemem jest za to zupełny brak zainteresowania ze strony rodziców. Uważają oni, że pieniądze wynagradzają wszystko - brak okazywania uczuć, brak rozmów, brak prawdziwej rodziny. Mylą się, i to bardzo. Blondynka ucieka w narkotyki aby desperacko zwrócić na siebie uwagę. Na marne. Imprezuje, pije, pali, szlaja się po mieście - wszystko na nic. Jedynym powodem, dla którego jeszcze nie zwiała z domu jest jej młodsza siostrzyczka, którą kocha nad życie. Obie przyjaciółki mają chłopaków. Paula chodzi z Maksem już ponad rok. Z początku było im razem wspaniale, teraz to się zmienia. Nie jest on już miły i opiekuńczy - staje się arogancki i cholernie zazdrosny o każdego przedstawiciela własnej płci, który zwraca choćby najmniejszą uwagę na brunetkę. Paula ma tego powoli dosyć, ale nie potrafi od niego odejść. Ich związek staje się niemalże toksyczny. Amelia jest z Filipem od kilku miesięcy. To on wciągnął dziewczynę w świat dragów i imprez. Jej przyjaciółka między innymi dlatego za nim nie przepada. Twierdzi, że sprowadza Lilę na złą drogę. Pewnie zastanawiasz się teraz czy będzie to zwykłe opowiadanie, czy może fan fiction. Znasz może łódzki zespół o nazwie Black Radio? Tak? To świetnie. Nie? Żyj w przekonaniu, iż jest to zwykła historia o problemach współczesnych nastolatków, miłości, uzależnieniach, przyjaźni i nienawiści. Zainteresowany? Teraz może trochę o wspomnianym przed chwilą zespole. Black Radio - brzmi zagranicznie, ale jest polskie. To grupa chłopaków, którzy od kilku lat razem ćwiczą i występują. Mają trochę własnych numerów. Grają indie rock'a. Wiele osób wróży im świetlaną przyszłość, bowiem są to naprawdę utalentowani ludzie. Pewnie nadal nie wiesz, co oni u licha mają do tego opowiadania? Po krótce to wyjaśnimy, nie zdradzając zbyt wielu szczegółów - przekonasz się sam. Amelia jest dziewczyną, która lubi cięższą muzykę. Kiedy widzi na mieście plakat informujący o koncercie rock'owego zespołu wpada w euforię i za wszelką cenę chce zaciągnąć tam Paulę. Ta niechętnie się zgadza. Mimo iż na co dzień nie słucha raczej takich rzeczy, to występ bardzo jej się podoba. Obie przyjaciółki postanawiają zostać na "after party". Lila szybko znajduje sobie nowe towarzystwo i idzie się z nimi bawić, a nieśmiała brunetka zostaje sama przy barze. Nie pozostaje jej nic innego, jak tylko napić się drinka. Dziewczyna nigdy się nie upiła, w związku z czym nie zna swojej granicy i nie żałuje sobie kolejek. Po pewnym czasie jest tak wstawiona, że totalnie nie ogarnia tego co się wokół niej dzieje. Pijąc nawiązuje znajomość z przystojnym Dawidem, którego kojarzy, ale jest zbyt schlana by przypomnieć sobie skąd. Chłopak widząc w jakim brunetka jest stanie, postanawia odprowadzić ją do domu. Brunetka przez alkohol znajdujący się w jej krwi nabiera wyjątkowej pewności siebie. Otwarcie flirtuje z blondynem, a kiedy znajdują się już pod jej domem całkowicie ponoszą ją emocje i niemal agresywnie wpija się w usta chłopaka. Nie wie tylko, że ma do czynienia z wokalistą zespołu, który tak jej się spodobał. Nie ma pojęcia o tym, iż ma on kogoś innego. Z drugiej strony jak może o tym wiedzieć, albo chociażby pomyśleć, skoro on odwzajemnia jej pocałunek? A co najważniejsze... Paula nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że całe wydarzenie widzi Maks. Chcesz wiedzieć jak potoczą się sprawy? Jesteś ciekaw co będzie z Paulą, Dawidem i jej zaborczym chłopakiem? Pragniesz wiedzieć czy Amelia zerwie z Filipem, który wciąga ją w nieciekawe sprawy? A może jesteś ciekaw tego, czy zrobi to ze względu na Paulę, czy może dla kogoś innego? Na przykład przyciągającego uwagę perkusistę, którego "wyczaiła" już na początku koncertu. Uważasz, że ogień i woda poradzą sobie z przeciwnościami losu? Myślisz, że ich przyjaźń przetrwa? Na wszystkie pytania znajdziesz odpowiedź czytając naszego bloga.
Mariusz Lewandowski nie miał łatwego wejścia do Radomiaka Radom. Zastępując Dariusza Banasika nowy trener musiał zmierzyć się z poparciem fanów dla byłego szkoleniowca i podnieść zespół będący w kryzysie. W rozmowie z nami opowiada o tym procesie, o tym, jak wyglądała budowa nowego Radomiaka i czego spodziewać się po „Zielonych” w nadchodzącym pan kiedyś trudniejszy start niż w Radomiu?Nie uważam, że był trudny, ale na pewno był wymagający. Zdaję sobie sprawę, do jakiego klubu i w jakiej sytuacji przychodziłem. Czasami jako trenerzy nie mamy wpływu na to, czy nas zwalniają. Przyjmuję do wiadomości, że to, co zrobił mój poprzednik, to była bardzo dobra praca. Chciałbym, żeby decyzja, którą podjąłem, okazała się słuszna i żeby klub dalej się rozwijał. Jestem w stanie to zapewnić, idziemy w dobrym było znieść taką atmosferę, gdzie nawet na meczach domowych kibice wyrażali poparcie dla Dariusza Banasika?Na wszystko trzeba sobie zapracować i ja będę musiał sobie zapracować na to, żeby kibice skandowali moje nazwisko. Ale też wolałbym, żeby to zespół zbudował takie wrażenie, żeby kibice go szanowali. Jeśli chodzi o mnie — nie oczekuję, że od razu będę miał poparcie. Potrzeba czasu i pokazania czegoś, wtedy się to Lizbony do Radomia. Lisandro Semedo opowiada o swojej karierze [WYWIAD]Pewnie też byłoby łatwiej, gdyby nie to, że w pierwszy domowy mecz skończył się wynikiem 1: był trochę gwóźdź do tego wszystkiego. Nie było to nic łatwego, tak się to skumulowało, że ciężko było się podnieść po tym meczu. Pomogło nam to jednak podjąć decyzje przed nowym sezonem, paru zawodników się wykruszyło, innymi trzeba było było efektem tego trudnego startu? Wiem, że od początku zmienił pan proces treningowy, zajęcia były już utrzymanie, można było popracować, zobaczyć, w jakiej sytuacji są zawodnicy. Widziałem, że zespół nie jest przygotowany na obciążenia, treningi, jakie prowadziłem, inny styl grania. Wystarczało nam sił na 45 minut takiego grania. Czy to było słuszne? Uważam, że tak, bo zespół musiał wiedzieć, jak będzie wyglądał w kolejnym sezonie, jak będzie trenował. Musiałem podjąć takie decyzje, zamiast głaskać, mydlić oczy i nie widzieć pewnych pan czuł, gdy w meczu z Wisłą Kraków było już 0:2? Kolejny mecz, który nie toczył się po waszej mecz nie zaczął się źle, bo mieliśmy pierwszą sytuację. Później był rykoszet, bramka… Trzeba było zacząć coś robić. Podeszliśmy do tego na spokojnie, w przerwie wprowadziliśmy zmiany. Zespół był po blamażu, przegrywał u siebie w kolejnym spotkaniu, ale dzięki bramce na 1:2 uwierzył w siebie i wyszedł z dołka. To pokazało mi, że niektórzy tutaj mają charakter, żeby osiągać wynik nawet w ciężkich sytuacjach. Nie jest łatwo się podnieść w takich okolicznościach. Wszyscy chcieli, nie zawsze wychodziło, ale dobrze, że ten mecz się tak było poprawę atmosfery w drużynie po tym meczu? Spadł im kamień z serca?Tak. Piłkarze nie ukrywali, że też przeżywali tę sytuację, te zmiany. Od dłuższego czasu pracowali w jakimś systemie, nagle to się zaczęło zmieniać, wprowadzono inne rzeczy i trzeba było się do tego przystosować. Najważniejsza dla mnie była sfera mentalna i organizacja pracy. Tu bardzo dużo się zmieniało, bo nie mogłem wprowadzać dużych korekt taktycznych, gdy zespół nie był na to gotowy. Postawiliśmy na mental, podejście do pracy, pewne obowiązki, które muszą wykonywać, świadomość tego, gdzie przychodzimy, po co i co chcemy osiągnąć. Ten czterotygodniowy okres był bardzo ważny, żeby poznać faktycznie łatwiej było zacząć wtedy niż na początku nowego sezonu?Zdecydowanie. Nie widziałbym wielu zawodników w końcowej fazie, nie mógłbym podjąć pewnych decyzji, tak jak było to z Jo, Marcusem czy innymi. Mogłem ustalić, na jakie pozycje szukać zawodników. Dla mnie to był plus, bo gdybyśmy pojechali na obóz z tą samą kadrą, to każdy chciałby się pokazać, ciężko byłoby z kogoś był czas najmocniejszej pracy, gdy pan najwięcej czasu poświęcał też na poszukiwanie nowych zawodników?Było mocno, nawet na wczasach nie było tak, że siedziałem jedynie z żoną i dziećmi, tylko na telefonie, starając się wzmocnić zespół. Wiadomo, że Oktawian (Moraru, dyrektor sportowy — przyp.) czy włodarze też oglądali zawodników, podsyłali. Było ich wielu, nie zawsze byliśmy pierwszym wyborem, ale czasami zadzwonisz gdzieś, porozmawiasz i tak jak z Roberto Alvesem — przyjechał, zobaczył, porozmawiał z prezesem, pokazaliśmy jemu i menedżerowi miasto. Okazało się, że z agentem Alvesa (Maik Barthel — przyp.) widzieliśmy się kiedyś u Roberta Lewandowskiego, bo nim też się zajmował. Czasami finanse w różnych klubach są podobne, więc warto sprawić, żeby zawodnik czuł, że to właściwy jeszcze pan przekonał w rozmowach?Nie tyle ja, bo rozmawiał z nim też prezes i kiedy on tutaj przyjechał, to była już ostatnia faza transferu. Michał Feliks — widziałem go w drugiej lidze. Ruchy, postawa, zaangażowanie. Czasami trzeba coś „wyprodukować” samemu, to fajny chłopak, rozwijał się w Garbarni, to dlaczego nie miałby rozwijać się w Ekstraklasie? Być może będzie potrzebował trochę czasu, ale jeżeli będziemy mieli dobrych skrzydłowych — a mamy — to napastnik może się w tym odnaleźć. W pierwszej kolejce szukaliśmy innego rozwiązania, ale potem Alves zszedł niżej i dobrze to wyglądało. To też pokazało, że w sparingach wrażenia są inne, wiele zespołów gra odważnie, a w lidze mniej, bo wynik jest najważniejszy, przychodzi presja. Będziemy patrzeć za „dziewiątką”, chcemy odrodzić Mauridesa, zobaczymy, czy to nam się uda. Schudł dziesięć kilogramów, to cena obozu, którą musiał zapłacić, bo nie da się biegać z nadwagą. My tak możemy, on musiał przepracować dobrze okres przygotowawczy. Zrobił to, teraz musi pokazać przydatność dla Moraru (dyrektor sportowy), Sławomir Stempniewski (prezes) i Mariusz Lewandowski (trener) na obozie Radomiaka RadomJak on się na to zapatruje? Chce to zrobić czy myślami jest gdzieś indziej?Nie wiem, sam musi sobie odpowiedzieć na to pytanie. Będę miał z nim rozmowę, dość mocną. Albo wóz, albo przewóz. Musi sobie powiedzieć, gdzie chce być. Zapytania o niego są, więc musi się określić — czy chce być tu, czy odejść. Inaczej się nie rozwijasz, bo na każdym treningu myślisz o czymś innym. My nie chcemy z nikogo rezygnować, ale czasami zawodnik sam siebie ustawia w narożniku, wpędza siebie w błędne koło. Bo ma propozycję, bo gdzieś jest lepiej, bo tu nie jest tak różowo. Wtedy tracisz swoje notowania w zespole, u trenera i nie możesz nagle powiedzieć „chcę zostać i walczyć”. Musisz być profesjonalistą do końca, pokazać swoją wartość. Nie ma problemu, żeby odejść, ale nie możesz przestać takich rozmów z zawodnikami trzeba odbyć?Dużo. Jeśli widzę potrzebę, to kogoś biorę i rozmawiam. Nie chcemy zamiatać pod dywan pewnych rzeczy, tylko od razu je też z Raphaelem Rossim była mocniejsza rozmowa, żeby go przekonać do zostania w była… Więcej niż jedna! To taki typ zawodnika. Nie da się ukryć, że miał propozycję, ale jako trener nie mogę odpuścić jednego z najlepszych stoperów w Ekstraklasie za bezcen. Później nie weźmiemy kogoś takiego. Czemu mamy kogoś oddawać, jeśli możemy być mocniejszym zespołem z nim w składzie?A ilu zawodników musi obejrzeć trener w trakcie takiego okienka transferowego?Gdy w klubie jest rozwinięty skauting, to trener dostaje gotowego piłkarza i skupiasz się na konkretach. Tutaj było tak, że wymienialiśmy się zawodnikami, czasami menedżerowie kogoś podrzucali. Dostawałem oczopląsu, tylu było tych piłkarzy. Jeśli kogoś znasz, to wiadomo — patrzysz na to, jaka była ostatnio forma. Jeśli nie znasz, to musisz go obejrzeć, dowiedzieć się co to za osoba, jak funkcjonuje w szatni, jak wygląda to poza boiskiem, czy to zawodnik treningowy, czy meczowy. Jest dużo też ciekawy wątek. Słuchałem podcastu „Przeglądu Sportowego” z Krzysztofem Przytułą, który mówił, że czasami ciężko jest przygotować profil pozaboiskowy, bo nikt nie chce źle o kimś dzwoni się do takich osób, które powiedzą i wiedzą, że to nie wypłynie. Jeśli siatka komunikacyjna nie jest duża, to ryzyko błędu jest większe. Zawodnik przede wszystkim musi pasować do schematów, które chcesz wdrożyć. Nam brakowało zawodników z liczbami i zdawałem sobie z tego sprawę. Możesz pięknie grać, ale kibic zawsze kupi to, co jest w bramce. Roberto Alves to ma, ma to Lisandro Semedo, liczby ma też Michał Feliks. To są zawodnicy, którzy mogą dać dużo zespołowi w pierwszej linii. Dariusz Pawłowski ma mega charakter, potrafi ciężko zapracować na to, żeby być potrzebnym. Daniel Pik był już kupiony, pasuje do zespołu, ale trochę inaczej — bardziej niż bajeczna technika to jest to dobry timing, cechy wolicjonalne, umiejętność gry na różnych pozycjach. Patrzę też na to, czy zawodnik dobrze funkcjonuje w szatni. Czy słucha, czy chce się rozwijać? Żeby nie było much w nosie, gdy go krytykujesz, podpowiadasz, jak się może zachować. Jeśli oddasz coś zespołowi, to zespół odda tobie. Chęć do współpracy może być ważniejsza niż to, co pokazujesz na którzy byli ściągani do Radomiaka, to „jedynki” z listy życzeń?Alves od początku był wysoko, Semedo dołączył pod obserwację później. Feliks, Pawłowski — od razu, nawet się nie zastanawialiśmy. Wiadomo, że jeszcze Dawid Abramowicz nie ma zastępstwa na swojej pozycji, patrzymy za lewym obrońcą. Nie chcemy się śpieszyć, chcemy mądrze wybrać. Mamy dwie opcje, ale na razie jest ciężko. Nie chcemy też brać kogoś tylko po to, żeby był na liście kolejne ruchy trochę się odłożą w czasie, także jeśli chodzi o napastnika?Chcemy być pewni, dobrze wybrać. Nie chcę robić uzupełnień, lepiej zainwestować w młodego zawodnika, tak jak w Feliksa, który niedługo może wejść do pierwszej jedenastki. Tylko nie mamy kogoś następnego. Bardzo dobrze byłoby mieć „jedynkę” na „dziewiątce”, żeby Feliks jeszcze nabrał doświadczenia, bo teraz może być rzucony na głęboką wodę. Musi być też rotacja, presja ze strony konkurencji. Musi być po dwóch zawodników na pozycję, a na razie tego nie pierwszym meczu sporo było gry wokół pola karnego, ale brakowało konkretów w „szesnastce”.Abramowicz ze 3-4 w pierwszej połowie wchodził w pole karne. Powiedziałem mu w przerwie, żeby próbował centrostrzałów między bramkarza a obrońców, bo Miedź była głęboko cofnięta i mógł się przydarzyć jakiś przypadek. Miał też dwa momenty, gdy mógł wrzucić piłkę na dłuższy słupek, zamiast na krótszy, gdzie asekuracja jest duża. Później jak chciał dośrodkować, to strzelił piękną bramkę. Brakowało mi też wykorzystania sytuacji odbitych piłek po rzutach rożnych, bo dużo ich zbieraliśmy, oddawaliśmy strzały, a to są sytuacje bramkowe. Musisz przynajmniej uderzyć w światło bramki, dać się wykazać. Strzelasz tak jedną bramkę czy drugą i jest inny mecz. Poza tą sytuacją na początku, gdy Miedź od razu oddała strzał, była tylko jedna kontra, gdy Daniel Łukasik i Raphael Rossi puścili Angelo Henriqueza — notabene dobrego napastnika. Mógł zagrać piłkę, a wyrzucił ją w aut. No i sytuacja bramkowa — wyszliśmy trzech na dwóch, Filipe Nascimento dał w koszyk, poszła kontra i było 0: jesteśmy dużo pod polem karnym, ale nie ma ostrości i nad tym musimy popracować. Decyzyjność. Leandro miał dwie sytuacje, poszedł jeden na jeden, był blokowany. Alves był blokowany trzy razy, raz trafił w słupek. Takich strzałów było w tym spotkaniu sporo. Parę razy było też tak, że Mateusz Grzybek poszedł na obieg i nie dostał piłki, czasami staraliśmy się dośrodkować, a mogliśmy spróbować prostopadłego podania. To nam podpowiada, jak reagować na mocną obronę rywali, jak ich wyciągnąć. Takie mecze też będą i trzeba będzie robić coś innego. Będziemy mieli analizę, która pokaże, co możemy zrobić lepiej, gdy zespoły są w niskiej obronie. Jak dojść do sytuacji i ją statystyki na WyScoucie. Radomiak w większości zestawień dotyczących podań — typu w tercję ataku, prostopadłych — był w czołówce. Tylko pytanie, czy to nie jest trochę mylne wrażenie, bo to był beniaminek? Czy jednak będziemy mogli się spodziewać takiej gry częściej?Z zespołami, które będą grać bardziej ofensywnie, mecze mogą być ciekawsze. Ale Miedź nie jest słabym zespołem i analizując jej sparingi, widzieliśmy, że oni grali w piłkę, wychodzili. Teraz zagrali zupełnie co innego i można zapytać: czy taka była taktyka trenera, czy my ich do tego zmusiliśmy? Po paru kolejkach zobaczymy, czy naprawdę potrafimy na tyle dobrze rozgrywać piłkę, żeby zmuszać rywali do takiego bronienia i w jakim stopniu jesteśmy w stanie taką obronę może to był stres beniaminka? Pan z pracy w Bruk-Bet Termalice wie, że pierwsze spotkania mogą paraliżować było obopólne, bo my też nie zaczęliśmy tak, jak powinniśmy. Pierwsze mecze są weryfikacją dla wielu zespołów. Najważniejsze, żeby punktować, nie złapać zadyszki. Ten zespół jest w stanie to zrobić, bo mam porównywalne analizy zespołów, które prowadziłem i wiem, jaki tu jest różni się pomysł na grę Lewandowskiego i Banasika?Największy?W Zagłębiu był duży w grze ofensywnej, byli tam doświadczeni zawodnicy. Radomiak to zespół, w którym wielu zawodników wciąż uczy się Ekstraklasy. Niektórzy w niej nie grali, inni są w niej dopiero drugi rok. Nie zawsze takie zespoły od razu wystrzelą wysoko. Chcielibyśmy dążyć drogą Rakowa Częstochowa, który z każdym rokiem się rozwija i osiąga lepszy rezultat. Najważniejszy jest fundament, od tego trzeba zacząć budować silny klub i zespół. Nie jesteś w stanie tylko ściągnąć dobrych zawodników i nie mieć podstaw. Ważna jest stabilność: finansowa, organizacyjna. Zaplecze, boiska — jeszcze parę miesięcy temu boiska były w opłakanym stanie, ale to była kwestia organizacji, zaszczepienia ludziom tego, jak mają pracować i teraz mamy stoły. To boisko, na które po wakacjach wejdą dzieci z akademii, jest takie, że one po wakacjach w to nie uwierzą. Trzeba wymagać, nie być tyranem, ale oczekiwać, że coś będzie zrobione. Nie tak, że powiesz, zapomnisz i wrócisz za miesiąc. Przyjdź jeden dzień, drugi, trzeci, czwarty, pilnuj. Razem z ludźmi ze sztabu stworzyliśmy fajną komunikację w tym zakresie. Mamy jeszcze boisko w Jedlni-Letnisko, więc jeśli chodzi o sprawy treningowe, dobre płyty, to temat jest rozwiązany. Trzeba jednak już teraz myśleć o podgrzewanej murawie na zimę, już o tym rozmawiamy. Przyznano też ziemie pod budowę ośrodka treningowego i tam też zaczynamy od boisk, więc z każdym rokiem Radomiak będzie rósł. Trzeba się teraz ustabilizować w Ekstraklasie, powoli, z co do meczu z Miedzią Legnica — statystyki wskazują, że ten zespół zaliczył tylko trzy kontakty z piłką w polu karnym Radomiaka. Niektórzy zawodnicy z Radomia odnotowali ich więcej w pojedynkę. To świadczy o dobrej grze w obronie czy bardziej defensywnej postawy Miedzi?Jeżeli chodzi o grę obronną, to nie byłbym jeszcze tak zadowolony. Na obozie pracowaliśmy nad innymi schematami pressingu, doskoki w meczu z Miedzią mi się nie podobały i zespół też to wie. Staraliśmy się pracować tak, żeby obrońcy mieli ułatwione zadanie, bo bronić zaczyna już napastnik i poprawa jest widoczna, ale nie uważam, że dobrze zagraliśmy w obronie. Może po prostu zmusiliśmy rywala do tego, żeby atakował mniejszą liczbą zawodników, bo będąc zepchniętym do obrony, mieli do pokonania całe boisko, więc było im ciężej. Czasami się cofaliśmy, żeby wyciągnąć przeciwnika i dwa razy ich na to złapaliśmy: raz, gdy Luis Machado nie oddał piłki do Leandro, drugi raz, gdy Roberto Alves odebrał piłkę i zagrał do Filipe Nascimento. Przed meczem nie jesteś w stanie przewidzieć, która taktyka wypali, trzeba być gotowym na kilka rozwiązań. W trakcie spotkania dajemy sygnały, patrzymy, jak reaguje zespół i Cele to zawodnik, który najmocniej się u pana odbudował? W końcowym okresie u trenera Banasika to i sportowo i mentalnie był inny chcę go za bardzo chwalić, ale to piłkarz do bardzo dobrego zespołu — nie mówię tu o polskiej lidze, ale o mocnym, europejskim klubie. Jeżeli będzie się tak rozwijał dalej, to sobie poradzi. Nie wiem, dlaczego nie grał wcześniej, ale dla mnie to jest zawodnik, który daje jakość, ma na podobnej pozycji co pan, więc wierzę na lekkość, płynność. Ma też głupie straty, ale jak gra, to robi to „z duszy”. Zarówno na treningu, jak i na meczu. Pomyli się, zrobi błąd, ale w kolejnym zagraniu będzie się starał zrobić to, o czym się mówiło. Na pewno nie wykorzystuje jeszcze swojego uderzenia, bo ma dobry strzał, ale go nie stosuje. Miałby wtedy jeszcze lepsze Radomiaka trzeba raczej trzymać krótko czy chwalić?Każdego różnie. Ten pierwszy miesiąc to było wyznaczenie granicy, regulaminu, nad tym było sporo pracy. Teraz zawodnicy kontrolują się o przynajmniej dwóch wysokich na samym początku. Nie jestem zwolennikiem kar, ale musi być dyscyplina, bo jeśli chcemy dobrze funkcjonować, to trzeba dla przykładu ukarać tych, którzy zawinili. Nie chodzi o to, żeby to potem wypominać, ale żeby nie popełniać błędów. Teraz mają się na baczności, a jak ktoś się spóźni na zbiórkę, to są pierwsi, żeby tego pilnować i zbierać „do skarbonki”.Mówiliśmy o rozwoju zaplecza czy sztabu szkoleniowego — coś jeszcze można w tym elemencie „wycisnąć”?Na pewno — dział analiz, skautingu. Ale nie wszystko na raz, klub w ostatnich latach sportowo rozwinął się tak, że nie sposób było to nadgonić organizacyjnie. Awansujesz do 1. ligi, chcesz coś budować, nagle jesteś w Ekstraklasie, apetyt rośnie, wszystko się zmienia. Najważniejsze, że w każdym aspekcie prowadzone są rozmowy. Wiele osób, które tu pracuje, parę lat temu było na innym poziomie, a teraz już wiedzą, z czym to się je. Ekstraklasa organizacyjnie to nie jest łatwa czasu potrzebuje trener, żeby odcisnąć mocne piętno na zespole, żeby był on na takim poziomie, jakiego pan by oczekiwał?Życzyłbym sobie, żeby to już było widoczne, ale zdaję sobie sprawę, że jeszcze kilku ogniw nam brakuje. Dwa okienka transferowe — po takim okresie można już coś powiedzieć. Zobaczymy, kto się dobrze zaaklimatyzuje, z kim się rozstaniemy. Dwa okienka dla trenera to coś, co powinno mniej więcej tak, jak w Bruk-Bet Termalice. A to oznacza, że za rok się spotykamy i rozmawiamy o sukcesie tak było! Z wielu zawodników wtedy zrezygnowałem, niektórzy się zasiedzieli. Celem był awans, dlatego usiedliśmy, porozmawialiśmy, zaczęliśmy iść taką drogą, że można było wobec mnie wyciągać konsekwencje. Gdyby nie było to ułożone po mojej myśli, to ciężko byłoby czegoś co, po sezonie wyciągamy konsekwencje?Oczywiście. Każdy trener jest gotowy na krytykę i pochwały. To dopinguje do pracy. Jako piłkarz byłem ambitny, jako trener też jestem. Chcę zapracować sobie na reputację w trenerskim świecie, dokładać kolejne cegiełki. Uważam, że wiele można tu zrobić, jest tu serdeczna, rodzinna atmosfera, wszystkim zależy. Nie we wszystkich klubach tak jest. W Zagłębiu klub był bardziej polityczny, co pół roku była zmiana osób zarządzających. W Termalice atmosfera była mocno rodzinna, ale trochę w innym znaczeniu. Tutaj jest potencjał kibicowski, jest dla kogo grać, kibic wymaga. Przychodzisz i wiesz, że ten kibic czegoś oczekuje, czujesz chęć zwycięstwa, a nie, że jest 1000 osób i ktoś sobie krzyknie, a ktoś nie. W Radomiu panuje taka mentalność, że z naszego terenu nikt nie może wyjechać z wygraną. Zawodnicy muszą czuć klimat klubu i tego, co myślą O RADOMIAKU RADOM: Piękny sen czy bolesna pobudka? Co czeka Radomiaka w nowym sezonie?Skąd się wzięła wojna Radomia z Kielcami?Modławskie i portugalskie wsparcie w Radomiaku. Jak działa ten klub?Michel Huff i kulisy pracy trenera przygotowania fizycznego [WYWIAD]Raphael Rossi – od nielegalnego życia w Anglii do transferu za milion euro [WYWIAD]SZYMON JANCZYKfot. Newspix
bo w oczach tkwi siła duszy