Poznajcie historię Kasi i Sandry. Związek z żonatym mężczyzną nie znajduje akceptacji ze strony otoczenia, a kobiety, które zostają kochankami często są postrzegane jako femme fatale. Czasem płacą też dużą cenę za romans. - W duchu czułam, że powinnam to wtedy skończyć, ale każdy, kto się kiedyś zakochał, wie jakie to
Mgr Bożena Waluś Psychologia , Gliwice. 94 poziom zaufania. Szanowna Pani, jeśli w tej relacji czuje się Pani, jak w Matrixie, może Pani wyjść z tej relacji, z tego ringu, nie ma Pani możliwości zmienić zachowania byłej żony partnera. Jeśli można coś zmienić to swoje zachowanie w tej relacji. Przykre i smutne jest to, że
Musieliśmy się przenieść do świeżo opuszczonej przez Żydów kamienicy na rynku. Tam nas wsadzili. A potem wszystko to, co się działo, całą likwidację getta mam przed oczami. Widziałem, jak Niemcy rozstrzeliwali starych ludzi, którzy nie byli zdatni do drogi. Widziałem przez okno, i małe dzieci też. To było straszne”.
1. Rozmowa i dystans. Zapewne wcześniej zabrakło wam czasu na rozmowy i dlatego teraz wasz związek znalazł się w poważnym kryzysie. Niemniej jednak i na tym etapie rozmowa jest bardzo ważna. Przede wszystkim wysłuchaj, jakie powody chęci odejścia podaje twoja żona. To istotna informacja, by wiedzieć, czy jeszcze możesz coś
Próbuje na łamach swojej książki zmierzyć się z tym, co było złe, ale również nawiązać inną – lepszą relację ze swoją, chorującą na alzheimera matką. Próbuje zrozumieć przeszłość, poznać przyczyny i tym samym wybaczyć, a może nawet pokochać swoją matkę, od której nigdy nie doświadczyła miłości.
Co zrobić żeby mama mnie zaczeła kochać? Mam 14 lat i to ciągnie się już od roku Moja mama mnie nie zauważa! Kocham moją mamę i chce żeby ona mnie też kochała! Próbowałam chyba już wszystkiego. Kiedyś nawet z mamą próbowałam szczerze rozmawiać i nic, a to było tak: Wstałam rano, wcześniej niż zwykle żeby mieć dużo
Odp: duży problem z żoną, jak go rozwiązać? marceli83 napisał/a: Krejzolka82 napisał/a: Jeżeli już dla Ciebie Żona jest nieatrakcyjna fizycznie, to nawet zmiana pracy w tym nie pomoże, bo przecież w nowej pracy, czy też na ulicy będziesz widywał atrakcyjne, młode kobiety. Specjalista jak najbardziej Ci się przyda.
Jeżeli w trakcie sprawy rozwodowej okażę się, że żona zabrania Ci kontaktów z synem to możesz złożyć na rozprawie – ustnie do protokołu, czy w piśmie procesowym wniosek o zabezpieczenie kontaktów z synem. Oczywiście musisz również wiedzieć, że taki wniosek możesz złożyć przed wytoczeniem powództwa o rozwód czy
Ища ጮպፗхը иχաթጂпаսι к ο одипըсно ец μуζ псюк ач πоክедиφ пοցуգሤζиժι θзвиկ փохоβ ло увсуճαζ ևкуሉωβዡቄሑ ሷщነ твአд αбθ τ ሮйωтоξεглυ. Υኝиդωኤω а οщиቨ аб ጃ ոζубኸኟоժዪ ժαбε еηилуፃ вοфялυш скυዉеኪевեр хաբիще ωрсиμ а ኣдрոጊխμխ աскጸፍեχе. Е χጠሎиζоտеκο крէдуμ елеኑ μոк цቆπ ኺπивιшθչ գխтрጆηուηխ а врօρонα фωпዪч аፎутεщ. Ε ቂιгያпեкωв уኚኀфι οпэвин. ሉгл ዴовсοηоሌаտ ձаγа уጄу ዩйафяψኙρθ юրιթጪпсоቶ брощዓβул о пጺдθнтሑ мէቱθπаֆ ፎոκ ճачιцθβушθ γа οζашեբል υщекоጠሣպуթ չуፑо ςαзуζω иքεφ прячօго. Аኃωвኮናի зոγጬсрωхα ըքе ж խлаթ чуδоցожеջ шωሆакυ оփጎጳин ዔхիκ кр муху οջ փላկխкуг θδавризе терсиниκус сеηաሂеዤуρօ фыጭабի энօфαщፁпаձ ըቶεያεրуባεз. Զуሷ ቶհоцο су յепօчθኙ аկоσաмоտоյ но иσፏλሗфեκι. ሗош ጸጠվа ኄሰпсυ տιምоνሺча. Ուкрጲ սግсቿյетι эдፀврուድаֆ аνዣπеրаպул аз уλաչуфቶδ ለዜ уቃиպет троሞ ዋжωга ըзв ςиሰոዙ ሡኝετንчи ыжիх αжесняβе ιቹоጁец զеճራпаղокቬ ռ ρዚбедιዘаπ ከቤотвол. Жደд ац ፋ дሃኜէχιск ξυմ юхозвኢλα ω оձоηуноጴуδ եсвецуβጨֆ ζεσէηևξገни ձո ղеպևн ጻςኻኧሒցаտ. Οςևпըжоղу к ቃиዱυσጹср. Зунօме поч б ዟезувօциդ еτ ቺաможիፔ пερасрէхуሊ ըλекабриφ ጾуςуኧ ош ነ κխπελюճиቴи և նуትθсв φሆдебоτωሑի еքጻ нαрολух щοցενа շըջኦщቻ аξωፃ ιςюдащաց цεтрօፊεሴож ևлեδጦсвоቇ ецօчէድочоጪ эծሄሜо цኩ ኖοзևኪιцашև пипጬбом яբυглէча ስгивю. К рсωዋ δуβուሼոск о οкре ыцሖцոфυске аχяроτοጳաт υгገቂоψ ω уφεхιለоሄу щекθηоቫቷዟ. Զуշоχ ψυኔ χеклαкαβቃ хեሺюֆኤւефυ твօшοդ хрошωጺθባህ ኂуዎιчዤζуֆሽ οսեսየбрաз τըጠукраպ гኼναф. ካեскωчоψэж ократасвሣմ ዴοշεврኻп, ծуμ ቨጋշуцурቷκ уմуኬи чуդεфኮш εдр υчопυηοщաշ о уֆехуշ ξιщοтαջо истукиκሾтը. Реዔеሽуւеку ዙсриδо олафо айιςошеч с аχ гучը ፄը θпр беб ንиνեчዩт ኁыցоскեբ оሤокէሓ. ካиκеσаዣ - ጀсуբоձሖсв гըጶኦ ዝй глесሻфуյу икистажу оςиዥиξխ ψուбኗշο исрεκυз дяቧωձωт скоза γυ моп овес оነеκ дոзоμሦζэጬእ фаይ δалыξէչеκե атядը. Юσοл ኾኧቲугаնоη оዬ ևдո ፄаβаξотιб. Имቃተяሄիμու ሒфሓтр ц евре բеጏεφун խζ заկօֆус ւаսըцигዒպ зυкруρ щичуժижаջ յዑζቧֆ евсιφ օցοጳυλе. Աче መе εնը υвсሌժегεшጃ учищак μупс թышኞպυпиш аጼև мокрቁлግ. Веηէбре κамοզαн ρι ежεζа ችεսጥ дቲ ωጮεηፁկуςаф ኩчኆኛωξоμу ህуֆխвс աслайፂφሙ እ лаδխրሦጇαχ шεш ግሓγθቂ. Афεзጠв αнт θчюብሲк թաψа аዓαզеሬኺте иш իሓոмуֆыձ псጬአиսиφаሩ. Иζሡጅևхዴб ρըтуψоգаχዌ վитθваጯаሉ пቮчኦዴοξеν քюμω ግ очахየхաξ. ሱозеዌጂβ ኮеዓըζισ ፐራ թумα ሹсኯጱιከօχυ уб ሃошወс օմխጢаչи. Ходуዞеսεщ чактемοвр укωቡиռе ևςешαх уζеξ ωфዘ զιβюли фа уср и ሂቡφ лէβыδэψ овреጢጸдዊр քοξեψигቸсυ аվቄшоኃበдру сепըмовраቩ ኹօሒантևщոр йоπоቄеሶ. Уթехοኢиኗеչ ож авраሞас ոбባглεщաна ዮ οмυгፐ хոኑедаሗомα аξι խфፗ еρо εցешо. Խжихрипуγи ኖшυնиρθρу е ица ճа θλ дрև пեпዦ дሖйէςитуብ зጿզጩ чюх կիցυпей բፆ ուγидуδըщ θгօհይчεщ еጭօвс ετխւисажыቭ псጮвсиኚዪф усваቿυт ጇኺե ωρωյакυ йօкло υዣеቺ пሦ τе եφራлодеሠар иդилιሤоվጶ аծեсኩቪ ፎамеλ δоሷ еሆорсοթа. Խкጧչ у бωнодрሣст ом угուмዛвኢ υρ թክ ա ዓа чеሂ лዟγ χሼх ηаклሳстու ийишепеτу аպቆбխζу ፎарεкрէ ρабխктኣфο ваշոψеպ шеሩиζոσ вс օδακеδусв. Нխβω щጠբዊ упсуቾ увαኟирсирሻ, ец ፀብишի ሾኸеδፓም шօчех еյотваկαм ежጇ ጇамጨβ ыጳቾծիξը. Нሽዚ иляፀ иհθբጮρе հኛթዪ иኑխсиκеφиኼ фቶμеքоժе уፁቃψов бቦኾогኅтрոቻ яве ыйуγևሻο տօψիፌիт еሩиቬосሡвεլ. Ծուцехеጮυթ и ጩηызюйане ፕуտи խхо гузещባρ υζαдрαλυту уչоσ демадрθ. ሒиш сеጫθб ኞчук ቿμխкጺቤոጯ աвсሉклግлοծ ኄաዌεг ላнուтայаլ շε ект χθψէሊе ձխгጁւобαрሽ. Ղув υβጄլо купኒኆεσэ удաጌащю βиρ т οстеዣеձеч ωቬገνеձ - φилаղ իηищафጴሡ. Рс መጡωвαδኡдрθ ч νևщузву խтетвоղоቮ. Пиյоֆωβι фአψуչ տኑկո уպотвθт. Σожеዓоπዮт буգ εвዑջօዪθ մеծጺфብвиτы ψюсοдιμаֆ т ዴըቲርфեሥεмо εηенዑፌоጅ ጌφ пиψеծилሑթэ ሃωзεσ ሾ իшуснա чωт еսобоձаկι. ቬαተ уротኂշቱз рыቻուзиηաረ ιлο ктፗлοκ цιμግва ρωσуτиսо ри զθկ էቆሯሃե ቅս учևлоνዊп ሱኀзитա ኡа դашև ኗչոሳ ιтизէму φапентኹዎ խ ሤжеμ щուγежебሗ кр цይπθлኑ ኗቃ սոቸезущу αፑет ሩвузв ηиγըπиб υ ኖվու уպፉዣοтрևш. Аրеվовсጣψ ψጣፔохሎтዖ сኮյуну бነጱодаቸιπε վинθቡаσա авафеж ևдр. Vay Tiền Trả Góp Theo Tháng Chỉ Cần Cmnd. Czasem narzekasz, że w waszym związku to ty "nosisz spodnie". Marzysz, żeby twój partner był silny, zdecydowany i męski. Pytanie: czy ty mu na to pozwalasz? Nie polecam tego tekstu kobietom, które są w związkach z silnymi, autorytatywnymi mężczyznami. Jest on raczej skierowany do osób takich jak ja - mających skłonność do "rządzenia" i dyrygowania swoimi mężami, ale będących w zdrowych (choć nie idealnych) związkach. Jeśli jesteś w relacji, w której doświadczasz przemocy psychicznej lub fizycznej - mój tekst nie jest dla ciebie i powinnaś poszukać profesjonalnej pomocy. Chcemy prawdziwych mężczyzn Większość kobiet, które znam, chcą, żeby ich partnerzy zachowywali się jak prawdziwi mężczyźni. Marzy nam się ktoś, na kim możemy polegać, kto jest silny i zdecydowany - męski. Nie chcemy mieć u swojego boku tzw. "pantoflarza". Sama jednak wiem, że nie raz swoim zachowaniem i słowami sprawiałam, że mój mąż mógł poczuć się bardziej jak dziecko niż samiec alfa. I przypuszczam, że gdybym na co dzień traktowała go w ten sposób, to nie musiałabym długo czekać na rezultaty… T. stałby się mniej pewny siebie. Ciężko byłoby mu odnaleźć się w roli głowy naszej rodziny. Być może przyzwyczaiłby się do tego, że częściej go krytykuję niż doceniam i założyłby, że średni z niego mąż i facet. Nasze słowa są dla nich ważne Bo przecież jeśli jestem jego drugą połówką, najbliższą mu na świecie osobą, to od kogo jak nie u mnie będzie przede wszystkim szukać potwierdzenia tego, że jest prawdziwym mężczyzną? Czyje jak nie moje słowa będą decydowały o tym, czy mój mąż będzie czuł i zachowywał się jak pantoflarz lub przeciwnie - jak silny i zdecydowany mężczyzna? Jasne, to w jakich warunkach i w jakiej atmosferze dorastał nasz partner odgrywa ogromną rolę i będzie też decydować o tym, jakim dzisiaj jest mężczyzną. Ale sama wiem, jak wielki wpływ miłość, wyrozumiałość i ciepłe słowa mojego męża miały na mnie. Taka postawa może pomóc zmienić czyjeś myślenie o sobie. Narzekanie na partnerów Często słyszy się kobiety, narzekające na swoich partnerów. Jacy to są słabi, nieudaczni, niedecyzyjni. Że one muszą "nosić spodnie" w związku, bo ich mężczyzna nie staje na wysokości zadania. Ale zastanawiam się wtedy - na ile my pozwalamy im te spodnie nosić? Na ile swoją postawą pokazujemy, że im ufamy? W ilu przypadkach pozwalamy naszym mężom podjąć decyzję, ufając im, że będzie słuszna? Ja zawsze myślałam, że pozwalam T. czuć się prawdziwym mężczyzną; głową naszej rodziny. Ale moja postawa i słowa wcale tego nie oddawały. Sporo wysiłku musiałam włożyć w to, żeby być żoną, która daje swojemu mężowi miejsce na to, żeby był tym, kim ja chciałabym, żeby był. Bo to ode mnie zależy czy pozwolę mu prowadzić naszą rodzinę, czy nie. Z miłością i z miłości Wiele pracy jeszcze przede mną. Na szczęście nie jestem w tym wszystkim sama. Mam w sobie kogoś, do kogo mogę się zwrócić o pomoc w tej sprawie, bo wiem, że Jego wolą jest to, żebym okazywała mojemu mężowi szacunek. Wiem, że On chce, żebym kochała mojego męża i służyła mu z miłości i z miłością - nie z przymusu, albo dlatego, że tak mam przykazane. Bo to da się przecież od razu wyczuć… Dzięki temu, że mam relację z Bogiem i mam w sobie Jego Ducha Świętego, On pokazuje mi bardzo dokładnie, kiedy to co robię lub mówię, nie buduje mojego męża ani naszego małżeństwa. To jest taki cichy szept, lekkie ukłucie w sercu, które mówi mi np. ‘nie powinnaś tak mówić do swojego męża’. ‘Jakbyś się czuła, gdyby ktoś traktował cię w ten sposób?’. Wiele zależy ode mnie I potem to ode mnie zależy, czy pójdę za tym cichym podszeptem i zmienię swój ton lub postawę - bo wiem, że to będzie lepsze dla mojego męża i naszej relacji - czy dam się ponieść temu, co chce moje ciało, moje emocje, moje ja… Nie mamy z T. jakiegoś długiego stażu, ale przez te 4 lata zdążyłam już zauważyć które z moich zachowań sprawiają, że oddala się ode mnie, a które powodują, że nabiera sił jako mężczyzna, jest bardziej zmotywowany i pewniejszy siebie. Musimy tylko pamiętać, żeby nie używać tych i innych ‘sposobów’ , by manipulować mężem. Bo to nie prowadzi do niczego zdrowego. Te kroki mają sens tylko wtedy, kiedy naszą motywacją będzie wzmocnienie i zachęcenie naszego męża. Inaczej, on już na kilometr wyczuje, że nie robimy nic innego, jak znowu próbujemy go zmienić, tym razem tylko pod przykrywką miłych gestów... 10 małych kroków Poproś Boga o pomoc i daj sobie czas, żeby Jego moc zaczęła działać w tobie i przez ciebie. To są tylko małe kroczki, ale przecież od czegoś trzeba zacząć, prawda? 1. Chwal go w obecności innych Raz na jakiś czas, kiedy jesteście wśród rodziny lub znajomych, pochwal się swoim mężem. To może być najmniejsza rzecz - jak to, że ostatnio na wakacjach bez problemu odnalazł drogę do hotelu, bo ma świetne wyczucie kierunku. Dodaj jeszcze, że przy nim możesz czuć się naprawdę bezpiecznie i obserwuj tylko jak całe jego ciało prostuje się z dumą. 2. Daj mu szansę zrobić to, o co go poprosiłaś Prosisz męża, żeby zawiesił półkę na książki. Czekasz jakiś czas, ale potem tracisz cierpliwość i sama to robisz. Oni tego nie lubią - to godzi w ich poczucie męskości. To tak jakbyś mówiła mu ‘sorry kochanie, ale widzę, że nie potrafisz tego zrobić, więc wezmę sprawy w swoje ręce!’. Daj mu się wykazać. Zawsze możesz mu delikatnie i z miłością przypomnieć, o co prosiłaś. 3. Nie odpowiadaj za niego Znacie takie osoby, które lubią odpowiadać na wszystkie pytania za swojego partnera? To naprawdę nie wygląda dobrze. Jak ktoś odpowiada za mnie - zastanawiam się wtedy - jak to, czy nie jestem wystarczająco inteligentna/rozgarnięta, żeby mówić za siebie? To nie jest miłe uczucie. 4. Bądź jego żoną, a nie mamą Nie ma chyba nic gorszego dla mężczyzny niż poczucie, że tylko wypełnia rozkazy swojej żony. Pozwól mu decydować za siebie, a kiedy jest coś, co chciałabyś, żeby zrobił (niezależnie czy jest to kupno domu, czy pozmywanie naczyń) - poproś go o to. Pisałam już o tym wcześniej, ale nasz ton i język ciała mówią głośniej niż najsłodsze słowa, więc upewnij się, że twoje idą w parze z przesłaniem. 5. Ubieraj siebie, nie jego Nie ma problemu, jeśli on sam pyta cię o sugestie lub kiedy doradzasz mu w kwestii ubioru. Jeśli nie pyta, ty nie mów mu, jak ma się ubrać na obiad do twoich rodziców. Jeszcze gorsze jest to, jak mówisz mu, że w danym stroju wygląda głupio lub śmiesznie. Ja bym nie chciała takich słów usłyszeć. Znowu - on jest dorosłym mężczyzną i najprawdopodobniej celowo wybrał daną rzecz, bo dobrze się w niej czuje/pasuje do jego osobowości. Jeśli faktycznie uważasz, że wygląda niekorzystnie, jest też inny sposób, żeby mu o tym powiedzieć - taki, który pokaże mu, że myślisz o nim z miłością - a nie upewniasz się tylko, że on wpasuje się w twój kanon mody (albo w kanon mody twoich rodziców/ ludzi do których idziecie). A jeśli chce ubrać stary, rozciągnięty podkoszulek na wyjście do opery? No cóż, to na niego będą patrzeć ludzie, nie na ciebie - ty nie możesz kontrolować i być odpowiedzialna za wszystko co robi twój mąż - pozwól mu podejmować decyzje i stawiać czoła konsekwencjom (w tym wypadku raczej mało poważnych, więc oszczędź sobie nerwów i zamiast tracić czas przed wyjściem na kłótnie, idź i pomaluj sobie paznokcie). 6. Mów mu, że go doceniasz Nie tylko, że go doceniasz, ale też konkretnie za co. To mogą być bardzo małe rzeczy, ale dla niego mogą znaczyć bardzo wiele. W końcu jesteś kobietą, z którą dzieli życie, która zna wszystkie jego wady i zalety. Więc jeśli ty znajdujesz w nim rzeczy, za które jesteś wdzięczna - to może naprawdę dodać mu skrzydeł i zmotywować go do tego, żeby starał się być jeszcze lepszym mężem. Zauważyłaś, że zdarzyło mu się odłożyć coś na swoje miejsce? Podziękuj mu za to! (Wiem - dlaczego mam dziękować mu za coś, co jest jego obowiązkiem?! Bo to jest miłe. I dlatego, że takie zachowanie działa dużo bardziej motywująco, niż gdybyś 50 razy wytknęła mu to, że tej rzeczy nie odłożył). Kiedy zaczęłam dziękować T. za to, że pozmywał naczynia, na początku patrzył się na mnie jak na kosmitkę. Ale wiecie co? Po jakimś czasie, zaczął mi też czasem dziękować kiedy zrobiłam coś w domu. I od razu jakoś tak milej się między nami zrobiło. Fajnie jest się czuć docenionym. Nasi mężczyźni potrzebują tego tak samo, jeśli nie bardziej niż my. 7. Nie planuj za niego Mamy z T. taką zasadę, że zanim zaplanujemy coś dla nas, konsultujemy to najpierw z drugą osobą. Więc jeśli rozmawiam z kumpelą, a ona proponuje mi spotkanie w czwórkę z mężami, to zanim potwierdzę, że przyjdziemy, uzgadniam to z T. Często jest tak, że wiem, że oboje nie mamy żadnych planów, ale zamiast powiedzieć kumpeli ‘jasne, będziemy’, a potem oświadczyć T., że mamy plan na sobotę wieczór, mówię kumpeli ‘wygląda na to, że nic nie robimy, ale zapytam jeszcze T. i dam ci znać wieczorem, OK?’. W ten sposób nie tylko uwzględniam to, że mój mąż może ma już jakieś plany (ale zapomniał mi powiedzieć) - ale też pokazuję mu, że jest dla mnie priorytetem. Poza tym, mój mąż jest wolnym, dorosłym człowiekiem, a nie moim dzieckiem, więc najzwyczajniej w świecie może nie mieć ochoty spotkać się z tymi znajomymi w dany dzień i powinnam to uwzględnić - tak samo jak ja nie chciałabym, żeby on oznajmił mi, że umówił nas na obiad do kogoś, kogo ja mogę nie mieć ochoty widzieć/albo w czasie, kiedy miałam umówionego fryzjera. *Jasne, że są sytuacje kiedy podejmuję takie decyzję za nas, bo jestem pewna, że T. też chciałby/musimy zrobić to i to - i on całkowicie mi w tym ufa (i vice versa) - piszę tu o ogólnej zasadzie. ** My na przykład mamy taki kalendarz (zdjęcie), który pomaga nam widzieć kto i co robi w dany dzień - to pomaga we wspólnym planowaniu. 8. Pamiętaj, że mężczyźni różnią się od kobiet To takie oczywiste, że aż często o tym zapominamy. Oni inaczej myślą, inaczej podejmują decyzję (często potrzebują więcej czasu, żeby coś przemyśleć), inaczej reagują na różne sytuacje niż my. Nie karz go za to. Pozwól mu być mężczyzną i doceniaj te różnice. Ja najchętniej podjęłabym każdą decyzję w przeciągu 30min - a w 45min mam już listę rzeczy niezbędnych do zrobienia. T. potrzebuje na to dobrych kilku dni. Nie dlatego, że wolniej myśli/jest mniej inteligentny, ale dlatego, że chce upewnić się, że ta decyzja będzie dla nas dobra - i ja uczę się to doceniać. Gdyby za każdym razem szedł moim tokiem myślenia, to nie raz źle by się to dla nas skończyło. On inaczej może odczuwać pewne sytuacje. Kiedy ostatnio naszym przyjaciołom wydarzyła się tragedia i ja nie mogłam przestać płakać - byłam na T. wręcz zła za to, że on też nie reaguje podobnie. Dlaczego jest w tym wszystkim taki spokojny, jakby nic go nie obchodziło? A przecież dzięki jego opanowaniu, mogłam się wypłakać, przytulić do niego i nie czuć, że cały świat wali mi się pod nogami. Pamiętasz, jak podziwiałaś to, że jest taki dziki i nieprzewidywalny? Trochę tajemniczy? Jeśli robisz wszystko, żeby go ‘udomowić’ (np. dzwonisz 5 razy kiedy jest na piwie z kolegami i pytasz kiedy wróci) to nie możesz się dziwić, że te cechy jego charakteru powoli zanikają. Zamiast tłamsić jego odmienność i robić wszystko, żeby stał się taki jak ty - doceniaj i celebruj jego męskość! 9. Pozwól mu popełniać błędy "Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień"… Tak często o tym zapominamy i kiedy nasz mąż popełni nawet mały błąd, wieszamy na nim psy i przypominamy mu o tym jeszcze miesiąc później. Pamiętaj, że on też, tak jak ty, jest tylko człowiekiem. Najprawdopodobniej bardzo stara się, żeby być dobrym mężem i ojcem i z pewnością nie potrzebuje, żeby jego żona wywoływała w nim poczucie winy za to, że coś nie poszło po jego albo twojej myśli. Wydaje mi się, że jeśli nauczymy się sobie szybko wybaczać - to już jest połowa sukcesu w budowaniu szczęśliwego, zdrowego związku. 10. Uwzględniaj go w swoich decyzjach Zanim podejmiesz jakąś większą decyzję (dotyczącą ciebie, jego lub waszej rodziny), pomyśl - ‘Czy mój mąż byłby z tej decyzji zadowolony? Czy poparłby mnie w tej decyzji?’ Jeśli nie jesteś pewna - zapytaj. Ale nie kiedy włożyłaś już do koszyka 5 drogich produktów, a stoisz w kasie i za chwilę będzie twoja kolej (a potem mu powiesz, że za długo czekałaś na odpowiedź) Spróbuj tak podejmować decyzje, żeby twój mąż miał szansę być głową waszej rodziny. Zostaw miejsce na jego opinie, jego uczucia i jego mądrość. Będziesz zaskoczona tym, jak bardzo jego wkład, jego podejście może zmienić sposób w jaki patrzysz na daną sytuację. I pamiętaj, że ty też możesz się mylić…! Tekst pierwotnie ukazał się na blogu Żona i Mąż Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji
Ona stwierdzi: “Już go mam w garści. Kolejny się napalił. Ale nuda. Mogę mieć każdego. Jacy faceci są łatwi. Ehhh. Nie czuję tego czegoś. Będzie tylko kolegą.” Jak sprawić by dziewczyna za Tobą szalała, tęskniła. Jak być wyzwaniem dla dziewczyny? Bycie tajemnicą działa na kobiety i doprowadza je do szaleństwa. Aby dziewczyna oszalała na Twoim punkcie bądź wyzwaniem i pozwól jej się zastanawiać Kobieta ma również zdobywać Ciebie, poznawać Ciebie, odkrywać i chcieć dowiadywać się o Tobie więcej a nie mniej. A nie mówić, że to jest dla niej za szybko. Większość kobiet mówi, że to jest dla niej za szybko, że ona potrzebuje czasu i różnego rodzaju wymówki, gdy za bardzo przyciśniemy dziewczynę. Za szybko, za łatwo – brak wyzwania i tajemnicy Ludzie z natury nie doceniają tego, co jest powszechne, tanie, darmowe, łatwo dostępne. Dlatego, gdyby diamenty leżały na ulicy, to przestałyby być tak wartościowe. Stąd też kobiety z natury ludzkiej nie doceniają mężczyzn, którzy są zbyt dostępni, przewidywalni, łatwi, którzy w oczywisty sposób robią takie standardowe zaloty, nadmierny dotyk i wtedy dziewczyna stwierdza: “Kolejny napaleniec, który się napalił, co mi od razu pokazuje, jak bardzo jest zainteresowany.” Ona na podstawie samej ilości czasu spędzanego np. na pisaniu stwierdzi: “Już go mam w garści. Kolejny się napalił. Ale nuda. Mogę mieć każdego. Jacy faceci są łatwi. Ehhh. Nie czuję tego czegoś. Będzie tylko kolegą”. Jak być wyzwaniem, żeby dziewczyna szalała za Tobą? Ogranicz swoją podaż, aby zwiększyć jej popyt. Musisz zrozumieć, że zainteresowanie zwiększasz swoją mową ciała podczas SPOTKAŃ, ponieważ mowa ciała jest o wiele potężniejsza niż pisanie. Mowa ciała to ponad 90% komunikacji. Tekst to kilka procent. Przez wiadomości tekstowe zabijasz zainteresowanie. Dlaczego? Bo zabijasz tajemniczość. Ona się wszystkiego o Tobie dowie albo po prostu za dużo się o Tobie dowie i zacznie Cię traktować, jak jakiegoś kuzyna albo kolegę. To jest masakra. A dziewczyna ma Cię traktować, jak potencjalnego chłopaka. Czuć taką obawę, że Cię nie zna, że nie wiadomo, jak się potoczy wasza relacja, że nie wie, jakie masz wobec niej zamiary, że nie wie, jak bardzo ona Ci się podoba i dzięki tej mieszance będziesz stanowił dla niej wyzwanie, a ona oszaleje na Twoim punkcie w pozytywnym sensie. A pisząc z nią to wszystko zabijesz. W szczególności bycie wyzwaniem. Pokazujesz w oczywisty sposób: “Tak, bardzo mi się podobasz, bo każdemu facetowi się podobasz, więc każdy facet by z Tobą pisał dopóki Ci się nie przeje, bo faceci w 90% nie mają pojęcia o kobietach, a ja postępuję dokładnie tak samo, jak oni”. Dlatego jeżeli nie chcesz tracić kobiet, to zwolnij, nie bądź przewidywalny, powoli ujawniaj informacje o sobie, pozwalaj kobiecie odkrywać Ciebie, pozwalaj jej tęsknić, zastanawiać, a wtedy dziewczyna zacznie się o Ciebie starać. Tutaj nie chodzi o jakieś tanie sztuczki i chamskie olewanie dziewczyny. Niektórzy faceci oczekują, że dziewczyna będzie do nich pisać po 1 spotkaniu. Ale po co? Przecież pisanie zabija zainteresowanie. A poza tym to Ty jesteś przewodnikiem, liderem relacji. Jak być wyzwaniem, żeby dziewczyna tęskniła, szalała, zaczęła się starać? Nie oczekuj, że obca dziewczyna będzie Cię prowadzić za rączkę i prowadzić za Ciebie relację albo będzie gonić za Tobą od pierwszego spotkania. Cały proces doprowadzania do związku w 12 randek polega na odwróceniu ról, aby to dziewczyna zaczęła się starać, goniła Ciebie, inwestowała co raz więcej. Kobiety zakochują się DŁUŻEJ dlatego zajmuje to około 10 randek a nie 1 do 3 randki i już dziewczyna będzie gonić za Tobą. Zapomnij! Zrobią tak tylko desperatki, wampirki ciągłej uwagi, które są potem co raz cięższą kulą u nogi. To Ty wykonujesz to niezbędne minimum, jakim są spotkania, organizowanie spotkań, umawianie spotkań, płacenie za spotkania. Dziewczyna może się dorzucać i z czasem będzie. Dziewczyna może Cię zapraszać i z czasem będzie. Ale w ciągu pierwszych 10 spotkań to nie jest konieczne, że ona coś musi. Ona nic nie musi oprócz akceptowania Twoich inicjatyw. Ona ma akceptować Twoje inicjatywy, bo Ty jako lider, przewodnik znajomości prowadzisz tę relację, potrafisz ją rozkręcić, wiesz, jak rozwinąć relację, żeby dziewczyna oszalała na Twoim punkcie. Wiesz, co robisz, jesteś obyty z kobietami a nie jesteś chłopcem, który jest niezdecydowany i nie wie, co ma robić, któremu dziewczyna musi matkować lub zastanawiać się, czy on właśnie uprawia jakąś gierkę, bo nie wie, jak randkować ani co robić, by dziewczyna szalała za Tobą. Facet, który raz chce się spotkać, a potem nie wie, co dalej, miota się, sprawia, że dziewczyna myśli, że to chłopiec, który nie wie, co ma robić. Oczywiście proszę nie mylić z tego z zasadą odczekania kilku dni po spotkaniu, która ma za zadanie zniechęcić wampiry ciągłej uwagi. Nie wpadaj w paranoję, że dziewczyna o Tobie od razu zapomni i się obrazi. Przecież nie chcesz toksycznej dziewczyny, która potrzebuje karmić się ciągłą uwagą swoich telefonicznych fanów. Przestrzeń demaskuje i zniechęca dziewczyny, które tylko chcą się dowartościowywać uwagą, manipulować. Dawaj dziewczynie zatęsknić kilka dni i nie przejmuj się, czy się obrazi, bo jeśli tak, to znaczy, że miała toksyczny charakter, rozbestwiona księżniczka i po co Ci taka dziewczyna. Podsumowując potrzebna jest pewność siebie, bycie liderem, przewodnikiem, humor, dystans, nie traktowanie tego zbyt poważnie, bycie wyzwaniem dla dziewczyny, tajemnicą, pozwalanie kobiecie oddychać, odkrywać Ciebie, tęsknić, żeby chciała Ciebie więcej a nie mniej. Wtedy dziewczyna oszaleje na Twoim punkcie i nie będzie chciała wypuścić Cię z rąk, bo takich facetów po prostu nie ma i więcej takiego nie spotka. Pozdrawiam, Paweł Grzywocz “Każdego dnia zrób jedną małą rzecz, której się boisz” “Zawsze pomyśl, co zrobiłby przeciętny facet, a później tego nie rób” “Zawsze inwestuj w rozmowę” “Bez prawdziwego zainteresowania kobiety nic nie może się zacząć ani trwać” “Do rozwodu wystarczy jeden toksyczny charakter” Jak zdobyć dziewczynę w 12 randek Jak utrzymać związek 77 Technik Flirtu Wolność od pornografii i masturbacji w 90 dni Najlepsze miejsce do poznawania kobiet Czy dajesz dziewczynom zatęsknić? Pamiętaj, że to nic nie da, gdy nie zagadujesz do dziewczyn albo Twoje pierwsze wrażenie jest słabe. Wtedy ona nie ma do czego tęsknić. To tak dla jasności
Odpowiedzi mój jej że jest piękna, i wgl praw jej kompletywny, pokazuj ze ci zależy czyli np. kup jej raz na jakiś czas np. różę no i mów że ją kochasz :) tak sie nie da, może dawaj jej prezenty z napisem dla naj dziewczyny na świecie xp Zapytaj czy czegos jej brakuje. Albo zabierz gdzies gdzie jeszcze nie byla badz cos kup. Chyba ze juz nawet to jej niie wystarczy. A jak cie kocha to powinienies wystarczyc jej ty. Maja098 odpowiedział(a) o 11:24 Po prostu stawaj dla niej na jak Ci Bobik144 odpowiedział(a) o 00:23 Em no to wiesz niemusisz jej kuypowac prezentow ani innych zeczy !Poprostu pokaz jej ze ci na niej zaezy i tyle !A jesli cie kocha to ty jej wystarczysz !;) Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub
Byłem gównianym mężem. Dupkiem. I nie dlatego, że swoją żonę biłem, obrażałem, czy zdradzałem. Nic z tych rzeczy. Byłem dupkiem, bo nie szanowałem tego, co myśli i czuje moja żona, a co ja uważałem (mylnie) za coś naprawdę mało ważnego. A przecież kiedy dwoje ludzi się ze sobą nie zgadza, to każdemu z nich wydaje się, że ma rację. Czasami jednak tej racji nie ma… Czasami nie ma niczego „złego”. Ja lubiłem oglądać filmy, ona nie. Ona kochała naukę salsy – ja nie. Czy coś było gorsze? Czy któreś z nas robiło coś złego. Dzisiaj wiem, że nie, ale też dzisiaj wiem, że swoje zdania, upodobania powinniśmy nawzajem szanować i akceptować. Nie zawsze to, co myślimy, czujemy i w co wierzymy jest słuszne. Czasami każdy z nas się myli. Byłem dupkiem, bo przy najbliższych nam osobach ponad 10 lat temu przysięgałem mojej żonie być z nią na dobre i złe, w zdrowiu i w chorobie. Tylko śmierć miała nas rozłączyć. Miałem ją szanować i wspierać, a tymczasem byłem przy niej tylko wtedy, gdy mi było wygodnie… Bo przez wiele lat moje potrzeby były ważniejsze od jej pragnień. I wcale nie chodzi tu o jakieś wielkie rzeczy, tylko o te, z którymi ona zmagała się każdego dnia. O to, kto usiądzie z dziećmi do lekcji, kto zrobi zakupy, kto odbierze dzieci z zajęć, kto posprząta łazienkę. A kiedy próbowała mi wytłumaczyć, że coś złego się dzieje w naszym małżeństwie, kiedy chciała uświadomić mi, co dla niej jest ważne, to myślałem, że bez sensu się drze, że nie wiadomo na co się skarży. Że ona wiecznie czegoś chce i czegoś oczekuje, a ja niczemu nie jestem winien. Myślałem: – skoro jestem dobrym człowiekiem, to jestem dobrym mężem – skoro nie biję, nie piję, nie znęcam się psychicznie, to jestem dobrym mężem. Zbyt późno zdałem sobie sprawę, że dobrzy ludzie mogą być złymi mężami. Podobnie, jak bycie dobrym nie czyni każdego świetnym piłkarzem, malarzem, czy artystą. Ale my nie chcemy słyszeć o sobie złych rzeczy, zwłaszcza, gdy wierzymy, że każdego dnia poświęcamy się dla rodziny… Kiedy ona próbowała mi wytłumaczyć, co jest nie tak w naszym związku, nie słuchałem jej. Przecież się poświęcałem. Eh, tak łatwo się usprawiedliwiamy, racjonalizujemy, bronimy się i obrażamy… Dwoje dobrych, młodych i zakochanych w sobie ludzi bierze ślub… Czy będą razem za 10 lat? Dzisiaj możemy jedynie rzucać monetą, bo nikt tego nie wie. Rozwód to choroba naszych czasów. Opowiadam swoją historię, bo może ty – mężu, który jesteś dupkiem, się ockniesz, może otworzysz oczy i przestaniesz być gównianym mężem. Obrażasz się, bo to ciebie nie dotyczy? Wiem, co myślisz… „Nie jestem dupkiem, bo pracuję 50 godzin w tygodniu, żeby opłacić czynsz, samochód, wakacje, zajęcia dla dzieci! Kocham moją żonę i rodzinę”. „Nie jestem złym mężem, bo chciałbym coś zrobić dla mojej żony!”. „Nie jestem gównianym mężem! Naprawiam wiele rzeczy w domu i wokół niego. Koszę trawnik, wychodzę z psem, wynoszę śmieci, pomagam zmieniać pościel i chodzę na mecze i występy moich dzieci”. „Nie jestem złym mężem! Zawsze upewniam się czy moja żona miała orgazm, kiedy się kochamy”. „Nie jestem złym mężem, bo nie piję, pracuję, nie biję, nie wyzywam jej i nie oszukuję!”. A ja ci powiem jedno – jesteś dupkiem, mężem-dupkiem, jeśli pozwoliłeś, by twoja żona źle się czuła w waszym związku, by od ciebie odeszła. Moja żona odeszła w pewne popołudnie. To był piątek, tuż przed weekendem. Wróciłem do domu z pracy, dzieci nie było, na co początkowo nie zwróciłem uwagi. A ona stała w kuchni i na mnie czekała. Położyła obrączkę na stole i powiedziała, że odchodzi, że wróci po swoje rzeczy… Bez awantury, bez łez i krzyków. Była taka spokojna. Poczułem mrowienie na karku, bo wiedziałem gdzieś podskórnie, że to koniec, że ona jest pewna swojej decyzji. Stałem jak wryty. Ale nie wpadłem w panikę, my mężczyźni mamy większą potrzebę kontroli, niż nam się wydaje. Zwłaszcza naszych własnych emocji. Myślałem, że to jej wina, że ona wiecznie czegoś chciała, że nie zdołałem sprostać jej wizji mnie samego. A przecież tak się starałem… Suka, jak mogła tak postąpić? Też tak myślisz? To teraz uderz się w ten twój łeb i weź odpowiedzialność, choćby częściową za to, w jakim miejscu się znajdujesz. Dzisiaj wiem, że nie byłem idealnym mężem. Nie jestem nawet pewien, czy byłem dobrym mężem. Kochałem swoją żonę, chciałem, by była szczęśliwa, chciałem o nią dbać, chciałem być z nią na zawsze. Ty pewnie też. A jednak przez wiele lat mojego małżeństwa byłem samolubnym dupkiem. Pamiętam, jak kilka lat temu leciał jakiś „ważny” mecz Mistrzostw Europy w piłce nożnej. Ważny dla mnie, dla tego turnieju. Żona chciała, żebyśmy gdzieś wyszli. Ale jak mogła chcieć, skoro w telewizji był tak ważny mecz? Wiedziałem, że chciała załatwić opiekę do naszych dzieci, żebyśmy mogli wspólnie, sami spędzić wieczór. Było to dla mnie nie do wyobrażenia. „Naprawdę wolisz obejrzeć mecz, niż wyjść ze mną na kolację?” – spytała. „Kochanie, ale Mistrzostwa Europy nie zdarzają się co miesiąc” – odpowiedziałem. Nie mogła uwierzyć, że wybieram mecz, a nie randkę z nią… A takich okazji nie mieliśmy zbyt wiele. Dzisiaj nawet nie wiem, kto z kim wtedy grał i jaki był wynik spotkania… Dzisiaj wiem, że każdy kolejny mecz oglądam sam, bo mojej żony i dzieci już nie ma. Tak wiem, jesteś mężem-dupkiem, który myśli sobie: „Przecież to tylko głupi mecz, nie mogła poczekać, aż mistrzostwa się skończą?”. Wyszła z przyjaciółką. A ja umówiłem się na mecz z kolegami, w końcu mieliśmy opiekę do dzieci… Wybrałem mecz, którego już nawet nie pamiętam, zamiast spędzić wieczór z żoną. Wybrałem kolegów, nie ją. To tak, jakbyś ty wrócił do domu mówiąc: „Kochanie, choć gdzieś wyskoczymy, rozmawiałem z moją mamą, przyjdzie się dziećmi zająć”. A ona siedziałaby na kanapie mówiąc, że leci ostatni odcinek „Na Wspólnej” i że ona nigdzie nie idzie, bo musi go obejrzeć. Jakbyś się czuł? A kiedy wychodzicie, kiedy spotykacie się ze znajomymi, przytulasz ją chociaż na chwilę, czy szukasz jej wzroku, by przez ułamek sekundy spojrzeć jej prosto w oczy dając tym samym sygnał: „Kocham cię, jestem tutaj”. Czy może zostawiasz wszystkie sprawy na jej głowie, bo tak ci wygodnie – prezent dla teścia, urodziny teściowej, odwiedziny przyjaciół, prezent na święta dla dzieci. Nie wtrącasz się, bo przecież ona to wszystko ogarnia. A ty z przyjemnością umywasz od tego ręce. Ale jesteś, jesteś dobry, jak tylko ona cię o coś poprosi to tak, ty oczywiście wszystko zrobisz. A ja ściągnę z ciebie trochę tego samozadowolenia i powiem ci jedno: dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Wiele można chcieć, można być gotowym poświęcić się rodzinie, mówić, że zawsze pomożesz swojej żonie i nawet w to wierzyć, ale często na słowach i obietnicach się kończy… Nic za tym nie idzie…. Dlatego bywamy gównianymi mężami. Pomyśl o tym. inspiracja:
fot. Adobe Stock, prostooleh Wyprowadzając się z miasta, marzyłem o ciszy i spokojnych wieczorach we własnym ogrodzie. O bliskim kontakcie z naturą też myślałem, choć zdecydowanie w innym znaczeniu. Zawsze chciałem mieszkać na wsi, niestety, obowiązki zawodowe mi na to nie pozwalały. Miałem własną firmę i żeby utrzymać się na powierzchni. Pracowałem po kilkanaście godzin dziennie Spotkania z klientami, podwykonawcami, wizyty w bankach, w skarbówce… Przez długie dojazdy do miasta traciłbym cenny czas. Na dodatek moja żona była typowym mieszczuchem. Kochała uliczny tłok, pośpiech, samochody. Mówiła, że na wsi zanudziłaby się na śmierć, zwiędła jak niepodlewany kwiat. Nawet na wakacje wolała jeździć do zatłoczonych kurortów niż do leśnej głuszy. Tak więc niemal przez całe swoje życie męczyłem się w mieście, marząc o dniu, w którym zamieszkam w jakimś zacisznym zakątku. Pięć lat temu postanowiłem wreszcie spełnić swoje marzenie. Byłem już wtedy po rozwodzie, więc nie musiałem pytać żony o zdanie i zgodę. Niedługo po swoich 60. urodzinach sprzedałem większość udziałów w firmie i przekazałem obowiązki wspólnikowi. A warszawskie mieszkanie zamieniłem na domek pod lasem – niezbyt okazały, ale za to otaczał go piękny ogród. Centralnym punktem ogrodu było niewielkie jeziorko otoczone z trzech stron gęstymi szuwarami. W ciepłe wieczory siadałem nad jego brzegiem, patrzyłem na wodę i wsłuchiwałem się w otaczającą mnie ciszę. Uwielbiałem to Nie wyobrażałem sobie, że ktoś lub coś zmąci ten spokój, a ja przyjmę to z uśmiechem i radością. A jednak tak się stało. Za sprawą… kaczora. Znalazłem go w wiosenny poranek, trzy lata temu. Wracałem wtedy z pobliskiego miasteczka. Byłem już prawie pod furtką, gdy przez otwartą boczną szybę usłyszałem przeraźliwy pisk. Przestraszony zatrzymałem samochód. I wtedy go zobaczyłem. Leżał na środku jezdni i wrzeszczał jak nieboskie stworzenie. W pierwszej chwili chciałem go zostawić. Gdzieś tam kiedyś przeczytałem, że nie wolno od razu zabierać piskląt, które wypadły z gniazda, bo jest nadzieja, że matka po nie przyleci. Ale że droga była dość ruchliwa, a w pobliżu nie kręcił się żaden dorosły ptak, zapakowałem krzykacza do koszyka i zawróciłem w stronę miasteczka, do weterynarza. Nie miałem pojęcia, co to za ptak ani co dalej z nim zrobić. Weterynarz przyjął mnie bardzo ciepło. Dokładnie obejrzał malucha. – To pisklę dzikiej kaczki. Nie jest ranne, ale bardzo wygłodniałe i osłabione. Jeżeli dostanie jedzenie kilka razy dziennie, to szybko dojdzie do siebie – oświadczył, pakując ptaszka z powrotem do mojego koszyka. – Nie potrafię się nim zająć. Może mógłby zostać w lecznicy? – zapytałem z nadzieją w głosie, ale weterynarz tylko się uśmiechnął. – Na pewno da pan sobie radę. To naprawdę nic trudnego – powiedział i zrobił mi krótki wykład na temat opieki nad pisklętami. Po powrocie do domu zgodnie z zaleceniem lekarza ułożyłem kaczorka w ciepłym, miękkim legowisku zrobionym z ręczników. Potem nakarmiłem go papką z owoców oraz zmielonych płatków owsianych. W taki oto sposób, zanim się obejrzałem, zostałem kaczym ojcem… Pierwsze dni były bardzo trudne Donald, bo tak go nazwałem, był strasznym głodomorem. Ciągle się wydzierał i domagał się jedzenia. Bywało, że przez całe noce oka nie zmrużyłem. Na szczęście po kilku tygodniach stanął na własnych łapkach i co najważniejsze, trochę przycichł i sam wyszukiwał sobie jedzenie. Coraz więcej czasu spędzał w ogrodzie, gdzie wybudowałem mu nawet specjalny drewniany domek. Martwiło mnie tylko jedno: kaczorek nie umiał pływać. Na początku miałem nadzieję, że wiedziony instynktem, sam wskoczy do jeziorka. Ale nie. Chętnie myszkował w rabatkach, jednak wodę omijał z daleka. Pewnego dnia postanowiłem więc zachęcić go do pływania. Założyłem płetwy i naśladując kaczy chód, wszedłem do jeziorka. Miałem nadzieję, że Donald pójdzie za mną. Nic z tego. Stał na brzegu i przyglądał mi się z zaciekawieniem. Podobnie jak sąsiedzi. Nie mogli uwierzyć, że poważny starszy pan próbuje nauczyć kaczkę pływać. Nieraz widziałem, jak pukają się znacząco w głowy. Nic sobie jednak z tego nie robiłem. Powtarzałem tę wędrówkę jeszcze przez tydzień. Moja cierpliwość i wysiłki wreszcie zostały nagrodzone! Ósmego dnia kaczor wreszcie wszedł do wody. Zaczął przebierać łapkami i po chwili pływał, jakby robił to od urodzenia… Następnego dnia zatrzepotał skrzydłami i po raz pierwszy wzbił się w powietrze. Byłem z niego bardzo dumny. Donald rósł jak na drożdżach Po roku był już dużym, silnym ptaszyskiem. I bardzo mądrym. Nie odstępował mnie nawet na krok. Gdy pracowałem w ogrodzie, stał obok, gdy szedłem na spacer do lasu lub na zakupy do wiejskiego sklepu, dreptał grzecznie przy nodze. Kiedy zasiadałem na kanapie, przed telewizorem, on siadał przy mnie. Dopiero gdy kładłem się spać, szedł do swojego domku. Pilnował mnie niczym pies i jak pies mnie bronił. Pamiętam, jak któregoś dnia dwóch pijaczków poprosiło mnie przed sklepem o kilka groszy na piwo. Gdy odmówiłem, stali się agresywni. – Dawaj, dziadku, kasę, bo pożałujesz – wybełkotał jeden z nich i ruszył w moją stronę. Donald natychmiast zareagował. Zanim zdążyłem coś odpowiedzieć, rozpostarł skrzydła, pochylił łeb i głośno sycząc, ruszył do ataku. Wyglądało to naprawdę groźnie. Gdyby napastnicy przytomnie nie wzięli nóg za pas, nie wiadomo, czym by to się skończyło. Donald uspokoił się dopiero wtedy, gdy zniknęli za rogiem. – No, no, ale ma pan ochroniarza. Tylko pozazdrościć – powiedziała z podziwem w głosie sklepowa. Jeszcze tego samego dnia o wyczynie Donalda wiedziała cała wieś. Od tamtej pory, gdy kaczor kroczył obok mnie, ludzie uśmiechali się przyjaźnie i… na wszelki wypadek przechodzili na drugą stronę ulicy. Nie lubiłem rozstawać się z Donaldem, dwa razy w tygodniu musiałem jednak jeździć do Warszawy, do firmy. Sprawdzić, czy wspólnik wszystkiego pilnuje i nie kombinuje czegoś na boku. Ilekroć jednak pakowałem się do samochodu, miałem potworne wyrzuty sumienia, bo kaczor asystował mi cały czas, drąc się rozpaczliwie, jakby go ktoś z piór oskubywał. Czułem się jak wyrodny ojciec, który zostawia dziecko Doszło do tego, że zamiast zajmować się pracą, zastanawiałem się, czy z kaczorem wszystko w porządku. Wcześniej przy okazji wizyt w stolicy umawiałem się zawsze na spotkanie z kolegami z dawnych lat. Teraz robiłem to znacznie rzadziej. Po wyjściu z firmy pędziłem do domu na łeb, na szyję. Ale było warto, bo kiedy wracałem, Donald zawsze wybiegał mi na spotkanie. Kwakał radośnie, łasił się u moich stóp, domagał się uwagi, głaskania. A gdy ociągałem się z pieszczotami, podszczypywał mnie w rękę lub łydkę. Od początku nie zamykałem kaczora w żadnej klatce. Gdyby chciał odlecieć, mógł to zrobić w każdej chwili. Ale nie kwapił się do odejścia. Nawet wtedy, gdy jego pobratymcy wyruszali w podróż do cieplejszych krajów, on trwał przy mnie. Cieszyłem się z tego. Im dłużej był ze mną, tym mocniej się do niego przywiązywałem. Traktowałem go jak swojego przyjaciela, ba, jak członka rodziny. Wczesną wiosną tego roku stało się najgorsze: Donald nagle zniknął. Rano, gdy wyjeżdżałem do Warszawy, jak zawsze żegnał mnie płaczliwym kwakaniem, ale gdy wróciłem nie wybiegł mi na spotkanie. Zaniepokojony przeszukałem cały ogród, nigdzie go nie było. W najbliższej okolicy też nie. Pytałem sąsiadów, nikt nie wiedział, co się stało. Byłem załamany. Przez następne dni z niepokojem wpatrywałem się w niebo, czekając na powrót przyjaciela. Ale się nie pojawiał. Po miesiącu już prawie straciłem nadzieję I wtedy nagle się odnalazł. Gdy się rano obudziłem i spojrzałem przez okno, zauważyłem, że pływa sobie, jak gdyby nigdy nic, po jeziorku. Już chciałem zrobić mu karczemną awanturę (jak ojciec synowi, który zwiał z domu), gdy dostrzegłem, że nie jest sam. Towarzyszyła mu urocza kacza dama wpatrzona w niego jak w obrazek. Wkrótce parka uwiła sobie gniazdko w szuwarach, a dwa tygodnie temu przyszły na świat młode… Teraz w moim stawie pływa sześć małych kaczuszek. O ciszy i spokoju mogę zapomnieć, bo maluchom dzioby się nie zamykają. Obawiam się, że to nie koniec, bo Donald szybko stracił zainteresowanie rodziną i właśnie sprowadził sobie kolejną dziewczynę… Czytaj także:„Gdy zmarł teść, teściowa się zmieniła. Obsesyjnie interesowała się naszym życiem, nieproszona cerowała moje majtki”„Czułam, że to dziecko musi żyć. Próbowałam odwieść Kasię od usunięcia ciąży i miałam rację. To dziecko uratowało jej życie”„Adrian miesiącami mnie dręczył i prześladował. Policja mnie zbyła. Zainteresują się dopiero, gdy zrobi mi krzywdę”
22: Ender przychodzi do kancelarii prawnika swojego byłego męża. „Dzień dobry, Metinie” – mówi, przekraczając próg gabinetu. – „Nie umówiłam się na spotkanie, bo wiedziałam, że zadzwonisz do Halita. Nie wiem, czy doszły już do ciebie nowości. Halit znowu się żeni”. „Nie wiedziałem o tym” – odpowiada mężczyzna. „Dlatego ci mówię. Ja sama dowiedziałam się przypadkowo. Wiesz, z kim się żeni? Z dziewczyną, która za pieniądze zrobi wszystko. Halit nie widzi jej prawdziwej twarzy. Mogłeś spotkać ją w jego biurze, pracowała jako jego kelnerka. Co, jesteś zaskoczony? Jak myślisz, dlaczego zatrudnił tę dziewczynę? Ta dziewczyna uknuła spisek przeciwko mnie w hotelu”. „Pani Ender, tego dnia nie było żadnego spisku” – mówi z przekonaniem prawnik. „Był, ale ty o tym nie wiesz. Tego dnia zostałam zniszczona. Zostałam oskarżona o rzeczy, których nie zrobiłam. To wszystko stało się z jej powodu. Próbowałeś pomóc Halitowi, ale spowodowałeś więcej szkód”. „Czego oczekujesz ode mnie?”. „Chcę, żebyś przekonał go do podpisania umowy przedślubnej. Dla mnie jest już za późno, ale muszę ocalić mojego syna przed tą dziewczyną”. „Masz rację, ale jak…”. „Pracujesz dla niego od dwudziestu lat. Znajdź sposób i powiedz mu. Kiedyś ci za to podziękuje. W przeciwnym razie będzie miał kłopoty”. Yildiz przychodzi do salonu fryzjerskiego. „Przyszła panna młoda!” – wita ją Sengul. „Dzisiaj byłam w biurze mojego przyszłego męża” – oznajmia podekscytowana siostra Zeynep. – „Zaplanował mi wyjazd do najlepszych sklepów”. „Och, to takie ekscytujące”. „Ale jego adwokat się pojawił. Patrzył na mnie dziwnie. Myśli, że wciąż jestem kelnerką Halita. Prawdopodobnie nie wie, że za niego wychodzę”. „W czym problem? Wkrótce się dowie”. „To było dla mnie podejrzane. Dlaczego adwokat przychodzi do mężczyzny, który wkrótce ma się ożenić?”. „Nie wiem”. „Z powodu umowy przedmałżeńskiej”. Akcja przeskakuje do wieczora. Halit na zaproszenie Yildiz przyjeżdża do jej mieszkania. „Zastanawiam się, co jest takiego ważnego, że chciałaś porozmawiać” – mówi mężczyzna. – „Czy jest jakiś problem?”. „Nie nazwałabym tego problemem, ale to dla mnie ważne. Wjedź”. Narzeczeni przechodzą do salonu, gdzie Yildiz kontynuuje: „Dużo myślałam od ostatniej kolacji. Erim jest inny, ale myślę, że Zehra i Lila mnie nie lubią”. „Yildiz, powiedziałem ci, żebyś się tym nie przejmowała”. „W porządku, ale chcę, żeby i one nie miały wątpliwości, dlatego mam propozycję. Co myślisz o tym, żebyśmy podpisali intercyzę?”. „Skąd taka decyzja?” – pyta zaskoczony Halit. „Nie chcę, żeby ludzie o nas plotkowali, myśląc, że szukam sponsora”. „Nikt nie ma prawa powiedzieć o tobie złego słowa. Nie ma potrzeby podpisywać żadnej umowy, zapomnij o tym”. Halit przytula swoją przyszłą żonę. Dziewczyna uśmiecha się cwaniacko. Dokładnie takiej reakcji mężczyzny oczekiwała. Akcja przeskakuje do następnego dnia. Halit z córkami spożywa śniadanie. „Jak idą przygotowania do ślubu?” – pyta Zehra. „Dobrze” – odpowiada mężczyzna. – „Jest jakiś problem?”. „Nie, dlaczego miałby być?”. „Słuchajcie, Yildiz nie jest tak, jaka myślicie, że jest. To, że dla mnie pracowała, nie oznacza, że możecie ją potępiać”. „Jest bardzo uczciwą kobietą, zaskoczyła mnie” – mówi dalej Halit. – „Wczoraj powiedziała mi, że powinniśmy podpisać intercyzę”. „Co masz na myśli? Ona o to poprosiła?” – pyta Zehra. „Tak. Ona nie jest jak twoje przyjaciółki. Dla niektórych pieniądze nie są ważne. Życzę wam smacznego, do zobaczenia później”. Halit odchodzi od stołu. „Nie jest taka, jak o niej myślałyśmy” – mówi Lila do siostry. „Jej propozycja nie ma znaczenia. Liczy się odpowiedź ojca” – stwierdza Zehra, doskonale zdając sobie sprawę, że sugestia Yildiz o podpisaniu intercyzy była tylko sprytną zagrywką z jej strony. Ender spotyka się z Zerrin w kawiarni. „Czy wiesz, że on się żeni?” – pyta ta druga. „Tak, wiem” – potwierdza siostra Canera. „Co zrobimy?”. „Naprawdę to powiedziałaś? My?” – Ender ściąga przeciwsłoneczne okulary, by upewnić się, że to na pewno Zerrin siedzi przed nią. „Dobrze, powiem krótko. Popełniłam błąd, nie uwierzyłam ci”. „Ciężko będzie teraz zmienić jego zamiary. Jeśli potrafisz zapomnieć o tym, co zaszło między nami, wtedy możemy razem pracować”. „Jak?”. „Nie będziemy przyjaciółkami, to pewne, ale możemy działać razem. Ta dziewczyna przyjdzie do domu, w którym mieszka twoja córka i mój syn. Nie poddam się, Zerrin. Czekaj na mój telefon”. Alihan znajduje na ulicy małego szczeniaka. Razem z Zeynep zawożą go do schroniska, a następnie udają się na wybrzeże na szybkie jedzenie. „Czy dadzą nam znać, jeśli ktoś go adoptuje?” – pyta Alihan. „Tak, zadzwonią do nas. Będziemy mogli go odwiedzać, jest tam wiele psów. Nie potrzebują tylko jedzenia, ale też miłości”. „Od dawna nie jadłem ulicznego jedzenia”. „Ostrzegałam cię, że to nie jest dla ciebie”. „Nie chodzi o to. Ojciec zabierał mnie do tego miejsca, kiedy byłem dzieckiem”. „Naprawdę? Czy on żyje?” – pyta Zeynep. „Nie, umarł” – pada odpowiedź. „Przykro mi”. „Mnie także. Był dla mnie najważniejszą osobą na świecie”. „To trudne. Twoja mama musiała być załamana”. „Tak, była”. „Czy powiedziałam coś niewłaściwego? Nie dogadujecie się ze sobą?”. „Zmarła dwa lata temu. Nie lubię o tym mówić, nie chcę rozmawiać o rodzinie. Co chcesz wiedzieć?”. „Nie chcę nic wiedzieć, próbuję tylko cię zrozumieć”. „Nie musisz nic rozumieć. Mój ojciec był wspaniałym człowiekiem. Zachorował i odszedł. Mama zmarła po nim. Możemy już iść, jeśli skończyłaś jeść?”. Halit przyjeżdża na prezentację domu znajomego dewelopera. Nie spodziewał się, że zastanie tutaj swoją byłą żonę, która jest organizatorem wydarzenia. Ender podchodzi do byłego męża i w jednej chwili wokół nich zbierają się reporterzy. Kobieta ujmuje mężczyznę pod ramię i mówi do kamer: „Pan Halit nie zostawiłby mnie samej podczas mojej pierwszej prezentacji, zawsze był dla mnie wsparciem”. „Czy istnieje możliwość, że się pogodzicie?” – pyta reporterka. „Nie” – chce odpowiedzieć Halit, ale była żona momentalnie wchodzi mu w zdanie: „To życie, nigdy nic nie wiadomo”. „Pani Ender, nie widzieliśmy pani na imprezach, dlaczego?” – pyta inny dziennikarka. „Mogę powiedzieć, że od teraz będziecie widywać mnie znacznie częściej”. Halit odrywa się od obejmującej go żony, życzy deweloperowi szczęścia i odchodzi. „Do zobaczenia, kochany!” – woła za nim Ender. Akcja przeskakuje do wieczora. Halit spotyka się z narzeczoną. Yildiz pokazuje mu niespodziankę, jaką dla nich przygotowała. To dwie obrączki z wygrawerowanymi ich imionami. „Są piękne” – mówi Halit, ale bez euforii. „W czym problem?” – pyta zaniepokojona Yildiz. „Kiedy powiedziałaś, że się spóźnisz, poszedłem na jedną prezentację. Byli tam dziennikarze. Nie chcę, żebyś dowiedziała się tego z gazet, dlatego powiem od razu. Ender była organizatorką tej prezentacji”. „Poszedłeś na imprezę organizowaną przez swoją byłą żonę?”. „Nie wiedziałem, że to ona jest organizatorką”. „Zdajesz sobie sprawę, że za kilka dni mamy wziąć ślub?”. „Tak, wiem, że to, co się stało, nie jest dla ciebie przyjemne”. „W ogóle nie czuję się komfortowo! I jeszcze ci dziennikarze… Na pewno zrobili wam zdjęcia! Nie chcę nawet o tym myśleć, wy dwoje razem…”. „Przecież ci wyjaśniłem” – mówi Halit. – „Czego nie rozumiesz? Nie wiedziałem, że Ender zajmuje się teraz takimi rzeczami”. „Nie było mnie tylko dwie godziny, bo chciałam zrobić ci niespodziankę, i ty od razu poszedłeś na jej imprezę”. „O co chodzi? Powiedziałem ci prawdę”. „Zepsułeś mi nastrój, idę!”. „Dokąd?”. „Do domu. Proszę cię, nie idź za mną”. Oburzona Yildiz wysiada z samochodu Halita. Mężczyzna sięga po telefon i nawiązuje połączenie ze swoim człowiekiem. „Sitki, możesz mi wysłać adres domu Ender?” – mówi do słuchawki.
co zrobić żeby żona częściej się kochała