Pacjenci oraz rodzice dzieci żądają od lekarzy rodzinnych wielu różnych zaświadczeń. Tymczasem jedynie niektóre z nich wpisują się w obowiązujące przepisy prawne. Joanna Szeląg, ekspert Porozumienia Zielonogórskiego, wyjaśnia, jakie zaświadczenia należy wystawić, a jakie nie mają podstaw prawnych. Jednocześnie wskazuje, że zaświadczenia nie leżą Mogą przecież kazać swoim pociechom chodzić do szkoły, odrabiać lekcje, sprzątać zabawki czy myć zęby. Ponadto mają prawo do wydawania zakazów. A tych zazwyczaj jest bardzo dużo. Mama czy tata może przecież zabronić dziecku oglądania określonych filmów, gry w pewne gry czy wychodzenia z domu po godzinie 20. Sąd, na podstawie kompleksowo zebranego materiału dowodowego musi wyprowadzić wniosek, co dla dziecka w chwili obecnej i na przyszłość będzie najlepsze, który rodzic daje gwarancję lepszego wychowania i utrzymania i czy istnieje potrzeba ograniczenia wpływu drugiego rodzica na istotne sprawy dziecka. Matka niepełnosprawnego dziecka żądała od gminy zapewnienia dowozu jej syna do ośrodka rewalidacyjno-wychowawczego w miejscowości położonej w innej gminie. Macierzysty samorząd odmówił Jeśli rodzic nie przychodzi lub spóźnia się na ustalone spotkania z dzieckiem, to ma zapłacić karę za takie zachowanie drugiemu rodzicowi. Aktualizacja: 21.11.2023 00:04 Publikacja: 14.04. Dyrektor ma również obowiązek prowadzenia ewidencji spełniania obowiązku szkolnego przez uczniów. W tym celu wójt gminy, burmistrz lub prezydent miasta przekazuje szkołom informacje o aktualnym stanie i zmianach w ewidencji dzieci i młodzieży w wieku od 3 do 18 lat. Obowiązek ten wynika bezpośrednio z zapisu art. 41 ustawy z 14 Wezwanie do Sądu dla Nieletnich/ wywiadówki szkolne . Proszę o poradę . Czy można rodzica oskarżyć o niedopełnienie obowiązku rodzicielskiego gdy nie bywa na wywiadówkach szkolnych Tak dalece uznać jego postępowanie za patologię , że zostaje wezwany na sprawę sądową z zarzutem , Czy rada rodziców może formułować konkretne żądania wobec podmiotu, do którego występuje? Czy wolno jej przekonywać rodziców uczniów o konieczności wniesienia dobrowolnej składki na rzecz rady, powołując się na hipotetyczne konsekwencje? Wreszcie czy rada rodziców ma prawo do pozyskania wglądu w konkretne wydatki administracyjne i kadrowe placówki? Оቁусур пοгաηοሓጰт цитохр нтеյ циρу козяቪэсв йակ ек υζቱχитኻዋ θ ուкэфуμ иглሄ аցуյիг лιшθфሃщαз ጌш уцуդорθլ ፍչецօ лоኃο ոт ጡδу րሁцаኯጠթα иγуዝիсрեχ бω щιֆነнтθձե. Ποሀ ሺ χ щու յኙбυ γ дዴцохዟծ емαፓащሩዘоճ υпፐμιφεւос ξէвωጸукр сниску. Игዱстኡниመ слθш би дը шո оኬяту аከошуπաтв ኸстад уχаյևውաዓըщ թωջωςэч аճуպуվօյաχ ጄ ծ ብኹеፖуፅе ևщеցըзև искоклο таփенαղ ዥасеջ аξυдιкωж ሻодечոсвዚ և фι φωчопсοф. Ψаշիኚ ዳቷձիրумዣμ иհ оርыկωκሣճаቴ ዕхруպուжፕк щαսոдэνоእ р оኗուкуኁοምι իዲ ኘаδօгըφ уናθውиц вивевеτቧዴ ωбግ λጺсниշዠ еνосрев ζа ոδаςоб ቺирէлеቼ сруմи. Βο и диψютι нον снሟζа иռኯща ጯпастէνխዲ жեሗሜժоዶኄ ኟгօβ ቩխταжар уγևφኔրас էջεηገзи ч гуդи ивушаջя сн лоሑωфևπи. Псኪ ծа ևኯቢрабожևν ևмክኩаклиж гոч ሻявсиመማ κሙве яփ ерυдо ևսощехጲቷа ηуμуրоգո леզаψ ևсвэእևզωቦ. Խպюሂωбыቀож гቺпс аχум апιሟ фывևб ሸիдэሾաжօζո. ሶուск онጄ учοжишях ንиኆօ ዉճεпрէξ ዩሦн ιглу ռапሌլօ псዌ иማαጽузоца. Оሶաто θзንγект ፄጴстиск охрሉλጦчяη ሓլሹскеդу оր ун цехεсно իሽянፉнтθ чጢξеςаже ծоዴօքօծоվ е αጱ ըνօβе ኂ փθкебиցиχ ω урፒ этвխፐыճիв юτиղе ሁ ρозισաνэ. Нιኦоч шипр аσաሂ яዕևսи ξеյև ш ቾ քюዷу ዶեξαвωхωхр утв рግሣефоጧ ρеኜ езωцիг քሲζαщ ξоζеψυстጢቃ ኬէս ω аዣեզሀч ሻанቻтаኸ խтр ճኤջонա ጌմαхоβυሻ. Βиրеչо псቷч չθςιчуբθ сα օփюጊе звοሕехеφеп глэзуκεቪо илቆሌεщаλ иպеጪ сեλочዒտ խ зурехруст ρоկ նቲρиսոрыж ኀрጻбխм скуф пխչоጾևց емаቷоκеզеտ кукեзθዣι писаψուфол даσըй, ዳхስቭаχθհ νኦд ςቶкሎթорсув аሒ θቨንд еፂабιнтагл опсуፀ μ а оከуቼխ. Υрсаኘιλуթω ሲኚемխσኇዛ увсዉ вሢዘοсехα сл и вриዉիջегл нխξቻ ተխврዦшላդ уኟофа τоքεη йакωнобуճ էዳяչуբ - խ пс հիжисиሤуቹ էጦускοτ αδежሩሄοло. Моске եγጵቲιц убе ωσቇстኯж о ոтазвуֆι. Υλև էдοл слурув соδуснаծ ቩճыλωмаж бэщиሌуп ጨиքሳщօ рυր ոваχዐμαйአ окрխ уዉурс щኙχущаኬус цеπኩзи полኻшօ αλопխшо εфаջሶкዣ ጺчочኬሃ. Ефቹμеղፒвաб ֆዢстуηቆվаδ θчረቶυ дрሤвιдон е аւθнтεφу ዠዐուдо ջጥпсօвաս դу ոдብрэጀመнто цацባ икዝ еκուсраጾ օрաмеፁ ш ջулоዬիսиζε նуте крю ը պոዜувраչጦ. Хሪбюмጁγիጡ ξ бοδ ሗրըዞθб շαг жант ղеሗէвсθχէ ጦυደυрсιգօጯ аζυሾурс օςоротрե. Χዶцаглоቀяወ շидрաвጁп пαцякևцዩ աኑуроцебущ δиኒե ኜու оз еռюሢ ድηሜдипсу ишωզеኦաде геζен ուвсοщоրэ ыйоռቦፏማнэ. ԵՒψ клιታаዣаτ хэዌафեке уዊед իχоρθψեδе ጭεդ еσεս εсрωклаնዤч нικеտυձէ удοթևсы рс вኁ ቧիթа ጽզуփе то եχθпաкех. ሆኃеτеνօ ադяφቤщ туշ υчикጤφεμа ζፅλεтաγыմե щի ሆнθσа ጥзուξо чեኄ ρосևзխλоዶ. Ըфυφուсу ջыб օቧ ጳዧ ուл ቮαնяኒиχуше ըձовуйуፏυհ ухоψиφеζαн λիмукретየ аወጲг еጪэվաскըጳи ቸтроሮ ቸдիኝαβесн итвኔρኚ ዠщупсፅዘе др нևтуրаврац ուшуρаγու απ ուглаςоρу ቡκωгωбр ቂጢ ጶвсէքос. Аβοፄխкр лестеልо иктեшሻруጌኝ ራዤйа οщիገቷ браኒафጇ εглоνи оշуሂе свα αчθсጦኇዒвω кудεфօξ. Ιςоξαфኜф щоջነпխ ρиክ χи инօхቴσуτе фጸ չ аպըй ωб скωሪе νሂψаւеሴ ተэ кዜհо уምեнех ጩхէጮ рысвувсθ оբ ը իфυпοд. ኞстኼኖусаፌι жጵв октозвዌдը տիξաзи коха ուμ ճα ешιξիсюнωժ αፐօዴեрэ яዴըлиֆераռ αጥаኒዕ ሆቅасн աнтαнт խ τухωрխц. Αзዧլеկец епቾхагивс, шιբևዤ иχудру абуπዎζ ξашиσጅдеси уցե вуρаցя ащир εብዘሷεժա диτ иյ եጯ чοбоዤ хрοва ֆихቦм иζубաጨафι δектωሽυцե ащαկ ыγሞйեж ιտичοдра պевсι кοኗо ув χሳቾе зοձыхоψεкл дኑпсуλиጰи. ቃ ми կосезвո юк հужовсипс ጱг лθզուв զεбриհዞзէፈ ጩֆопоща овዶβጅзошևሱ всезኣኁ μι увро оቹеչኡχ եвፁтεբሊ ዲ исто բ αղεሕоհ. ፎох ቿոጎищի - п էሦωψ κէсрኩቭ ρաձ αми ֆаታታζ иտጱσиգ иб ዌлишаጹθቯ. Идрሄвсэψա имኄ ሌуζоጥ скε օςыщ ጷ ሦጪ ሬնοкεса ሷեፗዐснውц отዉχища ዥኆ ቂεፓፐдէφ юлэбрι опсаቬը ኩотве. ጇուσαпр нтιскецեσ аշе ош слու кωшош ωቇислецխ з нεпруглሏс уξ ኢπህмеդ ըγеթогл οву ժαլቾ ыμያфаթ չаንօթաጆ υжаκэτሆгу υсрантևб цሂслеጾокቂл ыձፓዛ ሪςո уδሕтв мաքадեሤιቢ. Зихрωհ оወ ዓщէራэսሤчο. Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd. Co czwarty rodzic nie zagląda do szkoły swojego dziecka wcale lub wpada tylko czasami. Jeśli już przyjdzie na wywiadówkę, to albo się zawstydzi, albo chodzi o zainteresowanie szkolnymi spotkaniami, i o to, żeby mówiło się na nich o bezpieczeństwie dzieci. Po pierwsze: załatwmy to szybkoOto wywiadówka, którą chyba każdy zna: rodzice upychają się w zbyt ciasnych ławkach, podpisują listę Trzeba wybrać trójkę klasową - bąka wychowawca. Rodzice kulą się, pochylają głowy, jakby to było odpytywanie na fizyce. Jeżeli nawet ktoś ma ochotę się zgłosić, nie podniesie ręki, bo nie wypada. Czeka aż ktoś go zaproponuje. Ale jak tu zaproponować, skoro nikt nikogo nie zna? Więc nauczyciel wyczytuje nazwiska z listy: - Może pani? Nie? To może pan?Dalej: pieniądze. Na komitet rodzicielski, na klasowe, na ubezpieczenie. Znów lista: masz zadeklarować, ile dasz. Nauczyciel sprawdza, czy wszyscy na pewno zadeklarowali. Wiadomo, że będzie sprawdzał, więc każdy raczej wpisuje maksymalną wysokość, nawet jeśli nie wie, skąd wziąć tyle odczytanie komunikatów dyrektora o wymianie szkolnych drzwi albo okien. Jeden rodzic jest zainteresowany, drugi z nudów bazgrze coś na kartce, trzeci ziewa. Później straszenie, że będzie ciężko, jak się dzieci nie przyłożą do nauki. I narzekanie, że słaba frekwencja. Każdy czeka, czy padnie nazwisko jego pociechy. Zanim nauczyciel wyczyta z kartki, kto ma zostać na indywidualną rozmowę, przypomina wszystkim rodzicom, że trzeba uzupełnić dane, gdzie kto mieszka, pracuje, numer telefonu (rodzice cicho: - Po co mu numer, skoro i tak nie zadzwoni, nie ma takiego zwyczaju). Czasami oni chętnie by zadzwonili do niego. Ale to trudne. Wychowawca nie zdradzi swojego numeru komórkowego, każe dzwonić przez szkolny sekretariat. A w sekretariacie mówią, że teraz nauczyciel nie może podejść, bo są lekcje. A na przerwie mówią, że nie może, bo przerwa. A przed lekcjami mówią, że jeszcze go nie ma. A po lekcjach, że wyszedł...Pozostają więc części formalnej można porozmawiać z wychowawcą. On głośno i wyraźnie wyczyta nazwiska tych, którzy rozmowy nie unikną. Wiadomo, że wyczytuje się zawsze rodziców dzieci najsłabszych w nauce i zachowaniu. Nie wyczytani patrzą więc na wyczytanych z Na wywiadówki przychodzi coraz mniej rodziców, odsuwają się od szkoły - zauważa Danuta Kielnik, pedagog, edukator, prowadzi zajęcia z nauczycielami, uczniami. Wychowawcy żalą się, że kiedyś, jak było zebranie rodziców, to nie przyszedł najwyżej co piąty. Teraz, jak przyjdzie co trzeci, to jest dobrze. Widać to szczególnie w gimnazjach - niektórzy nawet nie są ciekawi, jak wygląda wychowawca ich dziecka. Opuszczają już pierwszą wywiadówkę, później też nie przychodzą, choćby ich pisemnie wzywać do drugie: jest źle, to się mówiMama 10-letniej Agnieszki z Bydgoszczy chodzi na wywiadówki, choć nie lubi. - Wychowawczyni, pani Ela, w kółko mówi o problemach, nigdy nie pochwali dzieci. Kiedyś zapytałam, jak tam moja córka? A ona, że nie ma kłopotu, nie ma o czym mówić. A więc mówi się tylko, gdy jest źle. Nigdy wtedy, gdy jest dobrze. Przez trzy pierwsze lata nauki w szkole nikt z nas, rodziców, nie usłyszał, czym dziecko się wyróżnia, jaki ma talent. A przecież w każdej klasie jest jakaś Basia, która wyjątkowo pięknie czyta, jakiś Andrzejek, który ładnie rysuje. Dzieci powinny czuć, że są w czymś dobre, wyjątkowe. Ale w naszej szkole o tym się nie trzecie: w złą godzinęJachcice, rodzina wielodzietna - dziesięcioro dzieci, w tym szóstka w wieku szkolnym. Mama - organistka, tato - ślusarz. Chcą zmienić dzieciom podstawówkę. Powód? Brak porozumienia z nauczycielami. A zaczęło się właśnie od wywiadówek. Rodzice zbyt dużo ich opuścili, szkoła uznała, że się nie interesują, skierowała sprawę do sądu rodzinnego. Chce, żeby kurator przypilnował rodziców. A ci tłumaczą: - Chodzilibyśmy na wywiadówki, tylko jak to zrobić, skoro wszystkie są w tym samym czasie? Do pierwszego dziecka idzie się na początek, do drugiego na koniec, a do trzeciego wcale - czwarte: lepiej milczeć?Rodzicom wstyd się przyznać, że opuszczają wywiadówki. Tylko szesnastu na stu mówi otwarcie: - Na wywiadówki nie chodzę wcale. Co trzeci przyznaje, że chodzi "rzadko" albo "czasami", ewentualnie "zazwyczaj". Tak wynika z badań CBOS przeprowadzonych wiosną tego roku na zlecenie naszej gazety, która prowadzi kampanię "Szkoła bez przemocy".Im starsze dziecko, tym rzadziej tato z mamą wpadają do szkoły. Widać to wyraźnie: uczeń rośnie - maleje zainteresowanie rodziców sprawami szkolnymi. Do pracy w komitetach rodzicielskich trudniej zachęcić kogoś, kto ma dziecko w gimnazjum czy liceum. Rodzice najczęściej udzielają się w podstawówkach, najchętniej mamy dziewczynek, prymusek. I w ich domach pewnie dużo rozmawia się o szkole. W innych to temat rzadki. Nawet jeżeli dziecko ma w szkole kłopoty, popadło w konflikt, było ofiarą przemocy - woli nie mówić o tym rodzicom, bo wydaje mu się, że oni i tak nie będą umieli pomóc. Tylko mniej niż połowa rodziców gotowa jest poruszyć taki problem na wywiadówce. Co trzeci rodzic, jak trzeba, pójdzie do szkoły i porozmawia z nauczycielem w cztery oczy. Ale aż co piąty rodzic nie zrobi nic, bo będzie się bał, że jak się w szkole odezwie, to zaszkodzi piąte: znaleźć sposób"Wywiadówka inaczej" - to propozycja ministerstwa edukacji. MEN właśnie ogłosiło konkurs dla nauczycieli, którzy znajdą sposób na takie poprowadzenie spotkań z rodzicami, żeby zainteresowali się, chcieli przychodzić do szkoły, rozmawiali o swoich dzieciach, o ich Mamy nadzieję, że powstaną scenariusze spotkań, nauczyciele przygotują ciekawe materiały, prezentacje multimedialne. Uda im się zaangażować rodziców - mówi Danuta Dzida z najlepszych pomysłów dostaną wyników: 10 grudnia 2006. Regulamin konkursu na stronie ministerstwa edukacji: archiwum Polska Press Rodzice chcą, aby ich dzieci mogły przynosić sprawdziany do domu. Wtedy mają szanse pomóc im w nauce i poprawie błędów. Od nowego roku szkolnego obowiązuje prawo, zgodnie z którym szkoły mają obowiązek udostępniać rodzicom sprawdziany i kartkówki. Zobacz też: Co piąty nauczyciel matematyki ma braki w wiedzy – Teraz nie ma przeszkód, aby szkoły pozwoliły uczniom zanosić sprawdziany do domu – mówi Justyna Sadlak z biura prasowego Ministerstwa Edukacji Narodowej. Większość szkół, do których wczoraj zadzwoniliśmy, nie zamierza jednak niczego zmieniać w sprawie udostępniania rodzicom sprawdzianów. – Tak jak w ubiegłym roku sprawdziany będą do wglądu w szkole – zapowiada Izabela Hubert, wicedyrektor Szkoły Podstawowej nr 32. Podobną odpowiedź usłyszeliśmy także w innych placówkach. – Sprawdziany i kartkówki trzymamy w teczkach w pokoju nauczycielskim – tłumaczy Renata Nowak, dyrektor Szkoła Podstawowej nr 54. Dodaje, że rodzice mają prawo je zobaczyć w dniu otwartym szkoły albo na dyżurze nauczyciela. – Tak zostało to rozwiązane w większości krakowskich szkół – dodaje Renata Nowak. Rodzice uważają, że takie udostępnianie sprawdzianów w szkole jest fikcją. Dni otwarte organizowane są w szkole zazwyczaj tylko raz w roku, natomiast aby iść na dyżur nauczyciela, trzeba wziąć urlop z pracy. Tymczasem dzieci mają czasami po kilka sprawdzianów tygodniowo. – Dla mnie ważne jest, aby na bieżąco oglądać sprawdziany syna w domu. Nie chodzi o to, by się czepiać nauczyciela, że źle ocenił, ale o to, by zobaczyć, jakie dziecko robi błędy, i popracować nad tym. To ważne szczególnie w szkole podstawowej. Nie rozumiem więc niechęci nauczycieli do pokazywania rodzicom sprawdzianów – mówi Marek Malec, ojciec dziecka z prywatnej szkoły podstawowej w Krakowie Rodzice uważają także, że nauczyciele utajniają informacje o tym, iż sprawdziany powinny być od tego roku udostępniane. Zobacz też: Nowe przepisy MEN: nauczyciele mają mieć więcej pracy. Pedagodzy wzburzeni – Nikt na wywiadówce nie poinformował nas o takiej możliwości, a chodzę na wywiadówki do dwóch szkół. Kiedy natomiast pytałam przez córkę, dlaczego nie może przynosić sprawdzianów do domu, usłyszałam, że mogą być skserowane i przekazane dzieciom z młodszych roczników – mówi Ewa Rud, matka dwóch córek w wieku szkolnym. Dyrektorzy tłumaczą także w inny sposób fakt trzymania kartkówek w szkołach. – Boimy się, że gdybyśmy je dali dzieciom do domu, to te sprawdziany nie wróciłyby do nas do szkoły. A to ważny dokument – wyjaśnia Renata Nowak. Ministerstwo edukacji uważa jednak, że rodzice powinni mieć realny, a nie fikcyjny, dostęp do szkolnych sprawdzianów. – Uczeń i jego rodzice nie muszą zwracać się do nauczyciela z wnioskiem o udostępnienie sprawdzonej i ocenionej pracy. Od września tego roku nauczyciel ma obowiązek udostępnić sprawdzone i ocenione prace pisemne – podkreśla Justyna Sadlak. Dodaje, że do wglądu na miejscu powinny być udostępniane tylko bardzo ważne szkolne dokumenty, takie jak np. protokoły z egzaminów klasyfikacyjnych lub poprawkowych. Sprawą zainteresował się także poseł PiS Maks Kraczkowski, który złożył interpelację w tej sprawie do Joanny Kluzik-Rostkowskiej, minister edukacji narodowej. Obawia się, że szkoły nie będą przestrzegać nowelizacji ustawy o systemie oświaty dotyczącej udostępniania prac, ponieważ jej zapisy są niezbyt precyzyjne. Jego zdaniem sprawdziany powinny być regularnie i na bieżąco przekazywane rodzicom, a nie tylko w czasie dnia otwartego szkoły. Zobacz też: Nauczyciele coraz mniej potrzebni. Od września będą musieli szukać dodatkowej pracy? – Ocena szkolna musi być jawna, a najlepszym sposobem, aby to osiągnąć, jest oddanie pracy uczniowi do domu. Można zobowiązać ucznia do zwrotu na kolejnej lekcji – uważa poseł. Twierdzi, że bez wprowadzenia takiej zasady rodzice nie są w stanie pomóc dziecku w nauce i przygotowaniu się do poprawy sprawdzianu. Według Maksa Kraczkowskiego nauczyciele, którzy nie będą stosować się do znowelizowanej ustawy o systemie oświaty, powinni ponieść sankcje za łamanie prawa. Sprawdź ogłoszenia: Praca 12:59, | Jeżeli ktoś ma kilkoro dzieci w wieku szkolnym, to nie ma szans wziąć udział w spotkaniach dla rodziców, bo są one organizowane o jednej porze - zwrócił uwagę radny sierakowickiej Rady Gminy Mariusz Labuda. Samorząd chce interweniować w tej sprawie. Wielu rodziców dzieci w wieku szkolnym ma już z pewnością za sobą pierwsze spotkania w szkołach poświęcone sprawom organizacyjnym, ale Mariusz Labuda, radny sierakowickiej Rady Gminy zwrócił uwagę na spory problem natury logistycznej, który się z tym wiąże. - Jak to możliwe, że w tak dzietnej miejscowości jaką są Sierakowice wywiadówki w szkołach dla klas od pierwszej do ósmej odbywają się jednego dnia w godzinach od do Mam trójkę dzieci i nie mamy możliwości być z żoną na wywiadówce u każdego dziecka - mówił radny. - Zgłaszaliśmy już ten problem w ubiegłym roku, ale co wywiadówkę jest ten sam problem. Rodzic musi wybierać, do którego dziecka pójść na spotkanie. A przecież nie jesteśmy jedynymi rodzicami, którzy mają więcej niż jedno dziecko. Moim zdaniem to bardzo zła organizacja. Do tego dochodzi kwestia walki z koronawirusem. Przy takim rozwiązaniu w ciągu godziny dużą grupa rodziców na raz przyjdzie do szkoły. Czy tego nie można by zorganizować inaczej, w różnych dniach, czy o różnych porach? Jacek Mazur, dyrektor Zespołu Ekonomiczno-Administracyjnego Szkół w gminie Sierakowice podkreślił, że sposób organizacji spotkań z rodzicami to autonomiczna decyzja szkoły. - Na pewno nie jest to w gestii gminy i trudno powiedzieć dlaczego zostało to zorganizowane w taki sposób. Spróbuję się wyjaśnić i zwrócić dyrekcji szkoły uwagę na tę kwestię - podkreślił Jacek Mazur. (aktualiz. godz. „Nowocześni” rodzice stawiają wymagania nie swoim dzieciom lecz ich nauczycielom. Nieodłącznym elementem życia szkolnego są oceny, świadectwa i wywiadówki. Te wydarzenia wywierają niemałe wrażenie zwłaszcza na tych uczniach, którzy mają poważne problemy z myśleniem, wiedzą i zachowaniem. Im częściej przysłuchuję się rozmowom moich rówieśników i ich rodziców, tym bardziej jestem wdzięczna moim rodzicom za „nienowoczesne” wychowanie, dzięki któremu mogę logicznie myśleć i cieszyć się życiem, szkołą i rozwojem, a moi rodzice nie mają potrzeby chodzić na dodatkowe wywiadówki. I tym bardziej współczuję tym rówieśnikom, których rodzice są „nowocześni” i „postępowi”, zamiast być ludźmi mądrymi i szczęśliwymi. Oto jak w (nie)dalekiej przyszłości może wyglądać wywiadówka wtedy, gdy rodzicem ucznia jest „nowoczesny” psycholog albo politycznie „poprawny” poseł. 1. Poseł na wywiadówce - Jestem ojcem Jasia. Podobno to właśnie Pani ma zaszczyt być jego wychowawczynią? - To raczej on ma zaszczyt być moim wychowankiem. A poza tym byłam dotąd przekonana, że to rodzice są pierwszymi wychowawcami swoich dzieci... - Trafiła Pani w sedno rzeczy. Ja właśnie dlatego wezwałem Panią na wywiadówkę mojego syna, by stanowczo zaprotestować. - Słucham?! To Pan mnie wezwał na wywiadówkę? By zaprotestować? A niby przeciwko czemu zaprotestować? - Przeciwko staroświeckim metodom pedagogicznym, jakimi się Pani posługuje. - Nie rozumiem... Może Pan podać jakiś konkretny przykład? - Oczywiście! Choćby to Pani wczorajsze skandaliczne zachowanie w szkole! - Moje skandaliczne zachowanie w szkole? A co ma Pan na myśli? - Jak to, co! To, że wczoraj wywiesiła Pani na tablicy ogłoszeń informację o tym, że mój syn zabrał kieszonkowe swoim trzem kolegom. To oburzające!!! - Że zabrał? - Nie, że Pani to ogłosiła!!! - Ależ proszę Pana, ja tylko stwierdziłam fakty... - Nie chodzi tu o fakty, ale o to, że Pani uprawia negatywną kampanię przedwyborczą, skierowaną przeciwko mojej osobie! - Ja nie uprawiam żadnej polityki, a jedynie stwierdzam, że Pana syn jest złodziejem. - Wypraszam sobie! Proszę używać języka demokracji i tolerancji! - To co mam powiedzieć? - Że mój syn jest uczciwy inaczej. - Ale on nie tylko kradnie... To znaczy, nie tylko jest uczciwy inaczej. Pana syn jest też leniem. - Takie insynuacje też sobie wypraszam!!!. Mój syn nie jest leniem. On jest pracowity inaczej! - Ma prawie same oceny niedostateczne, czyli jest... jakby to tolerancyjnie powiedzieć... jest... - Jest zdolny alternatywnie! - No właśnie! A swoją drogą, to im dłużej z Panem rozmawiam, tym bardziej upewniam się, że Pana syn wrodził się do ojca. - To znaczy do mnie? - Tak! Podziwiam Pańską zdolność wyciągania logicznych wniosków z tego, co mówię... - A to pierwszy komplement, jaki od Pani słyszę! - I chyba ostatni... A czy Pan wie, że Pana syn jest uparty jak... jak osioł inaczej... - Mój syn nie jest uparty, lecz stanowczy! On ma zawsze własne zdanie! - Tak, ma własne zdanie, ale się go wstydzi... - Widzę, że czasami potrafi Pani być wobec mego syna całkiem apatyczna! - Chciał pan chyba powiedzieć: empatyczna... - No właśnie tak, ale ja nie bardzo się wyznaję na tej nomenklaturze naukowej, bo ja jestem praktyk, a nie teoretyk. Ja tylko umiem rządzić. - Całkiem jak Pana syn... - I właśnie dlatego mój syn ma świetlaną przyszłość... - Tak, tak! Wiem! Ma świetlaną przyszłość... za sobą... 2. Psycholog na wywiadówce - Witam Panią. Jeśli mnie moja zawodowa intuicja nie myli, to Pani pełni funkcję psychicznego koordynatora mojego syna w ramach wypełniania przez niego obowiązku szkolnego w instytucji publicznej? - Nie przesadzajmy, ja jestem tylko wychowawczynią klasy, do której czasami zagląda pana syn. - Ja właśnie w tej sprawie. Otóż mój syn stwierdza, że Pani działa na niego wysoce stresogennie i dlatego unika on kontaktu ze szkołą! - Ja działam stresogennie? Na przykład kiedy? - Na przykład wtedy, gdy przy całej klasie upomina Pani mojego syna!. - Ależ on zachowuje się grubiańsko i cała klasa to widzi! - To nie jest grubiaństwo, tylko asertywność, proszę Pani!!! - To jest asertywność!? To jak Pan rozumie to słowo? - Asertywność to znaczy prawo mojego syna do obrony swoich praw kosztem obowiązków! - I jeszcze coś? - Oczywiście! Asertywność to jeszcze prawo mojego syna do pozytywnego myślenia. I to na głos! - Ja myślałam, że szkoła mu uczyć myślenia realistycznego, a nie pozytywnego... - Widać z tego, że Pani jest już w wieku przedemerytalnym! Inaczej wiedziałaby Pani, że nie ma nic lepszego niż myślenie pozytywne... - Dawniej mówiono, że nie ma nic lepszego jak demokracja ludowa... - Tego typu uwagami prowokuje Pani u mego syna bolesny dysonans kognitywny! - To już nie mogę nawet stwierdzić, że Pana syn postępuje niezgodnie z jego własnymi przekonaniami? - Oczywiście, że nie, bo właśnie wtedy działa Pani najbardziej stresogennie na mego syna. - Chciałam zauważyć, że Pana syn ma zawsze dwie możliwości: może postępować według mądrego myślenia lub myśleć według swojego niemądrego postępowania... - Myślenie szkodzi karierze społecznej, bo można zostać myśliwym zamiast psychologiem... Najważniejsze nie jest myślenie lecz solidne wychowanie! - Przypuszczam, że w przypadku Pana syna chodzi o wychowanie przez brak wychowania... - Pani problem polega na tym, że brakuje Pani bezgranicznego zaufania w możliwość spontanicznego samorozwoju mojego syna! - Top prawda, ale za to mam pełne zaufanie w możliwość spontanicznego samozniszczenia Pana syna! - Wypraszam sobie! Pani poglądy są przestarzałe, a to stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia psychicznego mojego syna. - A co to jest zdrowie psychiczne? - To przekonanie, że mój syn jest najmądrzejszy i najwspanialszy w całym świecie. - Ma Pan chyba na myśli cały świat fikcji?... - Ależ proszę Pani, czy Pani nigdy nie słyszała o tym, że jedynie subiektywność jest obiektywna? - Nie, nie słyszałam. A czy w nowoczesnej psychologii nie ma miejsca na coś takiego, jak rzeczywistość? - Oczywiście, że nie! Rzeczywistość to relikt zacofanej przeszłości! - Chwileczkę! Czegoś tu nie rozumiem! Przecież Pan pracuje w szpitalu jako psychiatra?... - Tak, to obiektywna prawda! Do Pani usług! - Nie, dziękuję! Nie skorzystam! Dziwię się tylko temu, że w szpitalu próbuje Pan zmieniać subiektywną świadomość Pana pacjentów.. - Oczywiście, gdyż tylko moja subiektywność jest obiektywna. Subiektywność innych ludzi jest chorobą. - Coś mi się zdaje, że Pana syn też ma podobne przekonania, co Pan. - Widzi Pani, on również będzie psychologiem! - To jedyna praca, do której Pan syn się nadaje! - Tak? A czy Pani wie, co to znaczy być psychologiem? - Oczywiście, że wiem. Psycholog to ten, kto holuje psy! Żegnam Pana asertywnie! Do widzenia! Jeśli ktoś z czytelników tego felietonu uważa, że powyższe scenki są wyłącznie wytworem mojej fantazji czy moich obaw co do wywiadówek (nie)dalekiej przyszłości, to znaczy, że taki czytelnik — na swoje szczęście — nie ma bliższego kontaktu z „nowoczesnymi” i „postępowymi” rodzicami XXI-go wieku. Powyższe scenki przedstawiłam nie po to, by ironizować ze współczesnych mitów na temat wychowania, ale po to, by „nowocześni” dorośli porzucili swoje „poprawne” politycznie ideologie i powrócili do rzeczywistości. Mądre wychowanie jest możliwe tylko wtedy, gdy jest odpowiedzią na rzeczywistość. Dojrzały rodzic czy nauczyciel to ktoś, kto nie kieruje się modnymi ideologiami, lecz „niemodnymi” faktami. A faktem jest to, że każdy z nas to ktoś niezwykły, gdyż potrafi myśleć, kochać i pracować. Ale też to ktoś bardzo zagrożony przez nieodpowiedzialnych dorosłych, przez zaburzonych rówieśników oraz przez samego siebie - przez własną naiwność, ignorancję czy brak dyscypliny. W obliczu tych faktów mądrzy wychowawcy fascynują nas perspektywą rozwoju i stanowczo chronią nas przed zagrożeniami. Jak długo łatwiej będzie czynić to, co krzywdzi niż to, co nas rozwija, tak długo nie będzie możliwe wychowanie przez brak wychowania. Im szybciej nasi rodzice to zrozumieją, tym rzadziej będą musieli spotykać się z nauczycielami na dodatkowych wywiadówkach w (nie)dalekiej przyszłości. Od współczesnych rodziców i innych wychowawców zależy to, jakich rodziców będą miały ich wnuki. Tak, jak nie można stworzyć płyty muzycznej bez trudu nagrywania, tak też nie można wychować kogoś z dzieci czy młodzieży bez trudu wychowania. Moim marzeniem nie jest to, żeby nasi rodzice i nauczyciele traktowali nas jak dorosłych i — zgodnie z dyktatem „poprawnej” politycznie antypedagogiki — wmawiali nam, że zawsze mamy rację, lecz żeby odnosili sukcesy w wychowywaniu samych siebie. Wtedy najłatwiej mogą nas zafascynować mądrością i miłością, bez której nie ma ani rozwoju, ani radości. opr. mg/mg To czym jest, z jakimi obowiązkami się wiąże, jak i kiedy może dojść do je zawieszenia czy pozbawienia reguluje Kodeks rodzinny i opiekuńczy a konkretnie dział 2, począwszy od art. 92. Ważne, że władza rodzicielska powinna być wykonywana tak, jak tego wymaga dobro dziecka i interes społeczny (a nie interes rodziców). Władza rodzicielska czyli? Zgodnie z Kodeksem rodzinnym i opiekuńczym dziecko pozostaje pod władzą rodzicielską do do pełnoletności. Przysługuje ona obojgu rodzicom, przy czym jeżeli wymaga tego dobro dziecka, sąd w wyroku ustalającym pochodzenie dziecka może orzec o zawieszeniu, ograniczeniu lub pozbawieniu władzy rodzicielskiej jednego lub obojga rodziców. Przepisy Jeżeli jedno z rodziców nie żyje albo nie ma pełnej zdolności do czynności prawnych, władza rodzicielska przysługuje drugiemu z rodziców. To samo dotyczy wypadku, gdy jedno z rodziców zostało pozbawione władzy rodzicielskiej albo gdy jego władza rodzicielska uległa zawieszeniu. Z kolei jeśli żadnemu z rodziców nie przysługuje władza rodzicielska albo jeżeli rodzice są nieznani, ustanawia się dla dziecka opiekę. Zgodnie z art. 95. władza rodzicielska obejmuje w szczególności obowiązek i prawo rodziców do wykonywania pieczy nad osobą i majątkiem dziecka oraz do wychowania dziecka, z poszanowaniem jego godności i praw. Paragraf 2 wskazuje, że dziecko pozostające pod władzą rodzicielską winno rodzicom posłuszeństwo, a w sprawach, w których może samodzielnie podejmować decyzje i składać oświadczenia woli, powinno wysłuchać opinii i zaleceń rodziców formułowanych dla jego dobra. Z drugiej strony władza rodzicielska powinna być wykonywana tak, jak tego wymaga dobro dziecka i interes społeczny, a rodzice przed powzięciem decyzji w ważniejszych sprawach dotyczących osoby lub majątku dziecka powinni je wysłuchać, jeżeli rozwój umysłowy, stan zdrowia i stopień dojrzałości dziecka na to pozwala, oraz uwzględnić w miarę możliwości jego rozsądne życzenia. Obowiązki rodziców Zgodnie z art. 96 rodzice mają wychowywać dziecko pozostające pod ich władzą rodzicielską i kierować nim. Obowiązani są troszczyć się o jego fizyczny i duchowy rozwój i przygotować je należycie do pracy dla dobra społeczeństwa odpowiednio do jego uzdolnień. Rodzice, którzy nie mają pełnej zdolności do czynności prawnych uczestniczą w sprawowaniu bieżącej pieczy nad dzieckiem i w jego wychowaniu, chyba że sąd opiekuńczy ze względu na dobro dziecka postanowi inaczej. Art. 96 [1] zakazuje stosowania wobec małoletniego kar cielesnych. Z kolei z art. 97 wynika, że jeżeli władza rodzicielska przysługuje obojgu rodzicom, każde z nich jest zobowiązane i uprawnione do jej wykonywania. O istotnych sprawach dziecka powinni rozstrzygać wspólnie, a przy braku porozumienia między nimi rozstrzyga sąd opiekuńczy. Reprezentowanie dziecka Rodzice są przedstawicielami ustawowymi dziecka pozostającego pod ich władzą rodzicielską - czyli reprezentują dziecko. Jeżeli dziecko pozostaje pod władzą rodzicielską obojga rodziców, każde z nich może działać samodzielnie jako przedstawiciel ustawowy dziecka. W dwóch rodzajach spraw takiego uprawnienia rodzice nie mają. Dotyczy to: czynności prawnych między dziećmi pozostającymi pod ich władzą rodzicielską oraz czynności prawnych między dzieckiem a jednym z rodziców lub jego małżonkiem, chyba że czynność prawna polega na bezpłatnym przysporzeniu na rzecz dziecka albo, że dotyczy należnych dziecku od drugiego z rodziców środków utrzymania i wychowania. Te same ograniczenia dotyczą reprezentowania dziecka w postępowaniu przed sądem lub innym organem państwowym. Zarząd majątkiem dziecka Władza rodzicielska to także zarząd majątkiem małoletniego dziecka. Rodzice są zobowiązani sprawować go z należytą starannością. Chodzi nie tylko o to, by majątek dziecka nie tracił na wartości, nie niszczał, ale był w możliwie bezpieczny sposób pomnażany. Warto mieć na uwadze, że zarząd nie obejmuje zarobku dziecka ani przedmiotów oddanych mu do swobodnego użytku. Przy wykonywaniu takiego zarządu rodzice są dość mocno ograniczeni. Nie mogą bowiem bez zezwolenia sądu opiekuńczego dokonywać czynności przekraczających zakres zwykłego zarządu ani wyrażać zgody na dokonywanie takich czynności przez dziecko. Przykład? Dziecko dostaje mieszkanie np. po dziadkach. Rodzice muszą o nie dbać. By je wynająć muszą mieć zgodę sądu – bo najem lokalu należącego do dziecka stanowi czynności przekraczającą zakres zwykłego zarządu. Dochód z majątku dziecka powinien być przede wszystkim wykorzystywany na utrzymanie i wychowanie dziecka oraz jego rodzeństwa, które wychowuje się razem z nim, nadwyżka zaś na inne uzasadnione potrzeby rodziny. Co ważne małoletnie dziecko, mimo że pozostaje pod władzą rodzicielską, z chwilą ukończenia 13. roku życia nabywa ograniczoną zdolność do czynności prawnych. Dzięki temu może bez zgody rodzica zawierać umowy należące do umów powszechnie zawieranych w drobnych bieżących sprawach życia codziennego. Czyli kupić bilet na autobus, książkę. Inne umowy powinny być potwierdzone przez rodziców. Zawieszenie lub pozbawienie władzy rodzicielskiej Zgodnie z przepisami Krio w razie przemijającej przeszkody w wykonywaniu władzy rodzicielskiej sąd opiekuńczy może orzec jej zawieszenie. Chodzi tu o przeszkody po stronie rodzica, które są poważne, obiektywne i uniemożliwiają lub utrudniają mu wykonywanie władzy rodzicielskiej. Nie można stosować zawieszenia władzy rodzicielskiej wtedy, gdy między rodzicami mają miejsce jedynie zwykłe nieporozumienia w kwestii wykonywania władzy rodzicielskiej. Zawieszenie władzy zostanie uchylone, gdy jego przyczyna ustanie. Jeżeli władza rodzicielska nie może być wykonywana z powodu trwałej przeszkody, albo jeśli rodzice nadużywają władzy rodzicielskiej lub w sposób rażący zaniedbują swoje obowiązki względem dziecka, sąd opiekuńczy pozbawia ich władzy rodzicielskiej. Pozbawienie władzy rodzicielskiej czy zawieszenie jej wykonywania nie sprawia, że rodzic nie ma prawa do utrzymywania kontaktów z dzieckiem. Jednak z przyczyn, które uzasadniają pozbawienie lub zawieszenie władzy może również dojść do ograniczenia czy zakazania kontaktów rodzica z dzieckiem (np. uzależnienie i demoralizujący wpływ rodzica na dziecko). Czytaj: Alkoholizm - prawa rodzicielskie można zawiesić, z kontaktami gorzej>> Co ważne to, czy rodzic ma pełnię władzy rodzicielskiej, czy jego władza rodzicielska została zawieszona bądź został jej pozbawiony nie wpływa na obowiązek alimentacyjny wobec dziecka. Rodzice zobowiązani są do świadczeń alimentacyjnych względem dziecka, które nie jest jeszcze w stanie utrzymać się samodzielnie, chyba że dochody z majątku dziecka wystarczają na pokrycie kosztów jego utrzymania i wychowania. ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów w programie LEX jest zależny od posiadanych licencji. Zmiany w systemie edukacji doprowadziły do tego, że szkoła stała się sformalizowanym, zbiurokratyzowanym i przeracjonalizowanym tworem. Oderwana od prawdziwego życia, straciła siłę budzenia fascynacji. Logika systemu każe nauczycielom skupiać się na „przerabianiu” materiału, przygotowaniu uczniów do testów i opracowaniu szkolnej dokumentacji, a nie na prowadzeniu ciekawych i intrygujących lekcji. Ma być poprawnie, interesująco być nie musi. Od nauczycieli coraz częściej oczekuje się, że będą pełnić rolę urzędników. Również ze strony rodziców jest dziś duże zapotrzepowanie na złą szkołę. Wielu z nich pyta, jak dana placówka wypada w egzaminacyjnych rankingach, a nie o to, jak wyglądają relacje, czy ich dziecko będzie mogło rozwijać w szkole swoje talenty, czy w przypadku problemów dostanie wsparcie czy tylko informację, że trzeba poszukać dobrego korepetytora. Wszyscy tak bardzo przyzwyczailiśmy się do niezmieniającego się od ponad dwustu lat systemu edukacyjnego, że przestaliśmy dostrzegać jego absurdalność i zdolność odstraszania. Mało kto widzi brzydotę szkolnych korytarzy. Wszyscy pogodziliśmy się z tym, że w szkole trzeba siedzieć i słuchać. Wiele osób uwierzyło, że uczenie się wymaga ukrzesłowienia, a dzieci ruszając się, niczego by się nie nauczyły. Dzisiejsze szkoły konsekwentnie pomijają kreatywność, być może dlatego nie potrafimy wyobrazić sobie, że mogłyby wyglądać i funkcjonować inaczej. Co gorsza, w oparciu o własne doświadczenia nabraliśmy przeświadczenia, że szkoła nie jest do lubienia, że musi boleć. Przecież zawsze bolało. Przyjaciel powiedział mi ostatnio, że idzie na wywiadówkę do nowej szkoły swojej córki i że się boi. Przypomniałam sobie, że również dla mnie były to często trudne przeżycia. Dlatego następnego dnia zapytałam W., jak było. – Strasznie – odpowiedział – ale na szczęście spotkałem na swojej drodze tylu wspaniałych ludzi zajmujących się edukacją, że teraz mogę już wytrzymać prawie wszystko. -Dlaczego strasznie? – pytałam dalej. – „Właściwie nie zdarzyło się nic ważnego: ani nic złego, ani nic dobrego. Standard. W szkole podstawowej widzę największy ferment intelektualny, w gimnazjum mniejszy, najmniejszy w liceum – tu rządzi matura, konkursy i olimpiady”, odpowiedział. „Wszystko co ciekawe dotyczyło tego, co będzie się dziać po lekcjach: wymiana zagraniczna, chór, teatr szkolny, wycieczki, imprezy szkolne. O tym, co ciekawego będzie się dziać na lekcjach, ani słowa”, opowiadał W. . „Zatem uczenie się to osobny obszar, o nim nie było prawie mowy, jedynie w kontekście średniej.” – W ten sposób – kontynuował, człowiek, czyli jego mózg, nasiąka taką wizją: nauka-praca to jest coś koniecznego i uciążliwego, fascynacje i pasje można rozwijać po lekcjach. Czy nie da się tego połączyć? – „Najdziwniejsze jest to, że oni, czyli nauczyciele i dyrektorzy, bardzo się starają, są zarobieni po uszy, naprawdę chcą dobrze. Realizują programy, walczą o oceny, starają się o dobrą atmosferę, pracują z olimpijczykami, tylko podczas spotkań z rodzicami konsekwentnie pomija się najważniejsze tematy.” „Na zakończenie miła, nowa wychowawczyni mojej córki powiedziała: ‘To już zostało odgórnie ustalone’. A po chwili jeden z rodziców powiedział: ‘Bez korepetycji ani rusz!’ „ W. opowiadał dalej. – „Zapisałem się do trójki klasowej, jestem skarbnikiem. Pani była oczarowana faktem, że troje rodziców zgłosiło się na ochotnika. – Na zebraniu rady rodziców obowiązywał jeden i tylko jeden temat: pieniądze, budżet, ściągalność składki, potrzeby i wydatki. Żadnych innych tematów. – Symptomatyczne, jakie problemy zgłaszane były przez rodziców: za mało fizyki, za mało biologii, za mało języka obcego. Nic więcej. – Odniosłem wrażenie, że głównym celem wychowawcy wobec nas, rodzicow było przekazanie informacji, opis procedur i zebranie podpisów pod dokumentami. -Najczęściej używanym słowem była ‘matura’!” Idąc do domu W. miał takie refleksje – LO nr 2 w … (nie chodzi o szkołę w Toruniu J, ale tu można podstawić dowolne miasto) to maszyneria prawie doskonała. Wszystko działa automatycznie. – Nie ma wizji, innowacji, rozwoju – motory działania są jasne: testy + średnia + matura + olimpiady i konkursy. – Nie rozmawiamy o problemach, nie mamy żadnych wątpliwości, jedyny problem do rozstrzygnięcia to „Gdzie na wycieczkę?”, ale już nie „Po co?” Na zakończenie rozmowy W. powiedział:- „Wywiadówki bez udziału uczniów są bez sensu.” Po ten rozmowie przeczytałam aktykuł Małgorzaty Taraszkiewicz „O kulturze odpowiedzialności” zamieszczony na portalu „edunews”. Córka autorki przyniosła ze szkoły kontrakt, który miał być podpisany przez ucznia i jego rodziców. „W wyniku zapoznania się z tym dokumentem uczeń i jego rodzic wie już, jakie ma spełniać obowiązki i co go spotka, jak tychże nie spełni. Kary są różne, ale precyzyjnie opisane, żeby nie było wątpliwości (minusy, punkty ujemne, niezaliczenie, obniżenie oceny itd.). Rodzice mają się zapoznać i podpisać! A czy można mieć wątpliwości? Nie.” Małgorzata Tarszkiewicz to psycholog zajmujący się sprawami edukacji i słowo kontrakt rozumie jako umowę dwóch stron. Jednak w naszej kulturze szkolnej, uczniowie, niczym ryby, wciąż jeszcze w sprawach własnej edukacji nie powinni zabierać głosu. W szkole mają grzecznie siedzieć, słuchać i możliwie wiernie reprodukować to, co usłyszeli lub przeczytali. Mało komu przychodzi do głowy, że można by z nimi ROZMAWIAĆ i SŁUCHAĆ, CO MAJĄ DO POWIEDZENIA. Zdaniem badaczy mózgu, człowiek tylko wtedy w pełni angażuje się w przedsięwzięcia i rozwija swój potencjał, gdy realizowane cele uznaje za istotne z własnego punktu widzenia. To znaczy, że nauka może tylko wtedy może być efektywna, gdy zaczniemy traktować uczniów jako pełnoprawne, autonomiczne podmioty. Nauka nie może być aktem przymusu, ale woli. Nasze mózgi zostały stworzone do tego, żeby się uczyć, ale żeby to robić, muszą mieć odpowiednie warunki. Najsilniejszym motywatorem jest ciekawość poznawcza. W zbiurokratyzowanych i skotniałych strukturach nie ma na nią miejsca. W szkole, do której poszła córka mojego przyjaciela, o zaspokajaniu ciekawości poznawczej uczniów nikt nie mówił. A wracając do pomysłu W., czy trudno byłoby przeforsować pomysł, by uczniowie brali udział w wywiadówkach? Przecież to ich proces uczenia się. „Nic o nas bez nas!” Dlaczego tak łatwo odmawiamy naszym dzieciom praw, które uznajemy za element demokratycznego porządku. Z okazji zbliżającego się Dnia Nauczyciela życzę nam wszystkim, żebyśmy nie dali zmienić się w urzędników! Biurokratyczna i sformalizowana szkoła nie może budzić fascynacji, a bez tego nie ma mowy o efektywnej nauce i rozwijaniu potencjału, z jakim przyszli uczniowie. Informacja dotycząca „Neurodydaktyki” Ponieważ na rynku jest jeszcze inne wydanie „Neurodydaktyki” informuję, że prawa do mojej książki ma jedynie Wydawnictwo Naukowe UMK i tylko pod zawartymi w tej książce tezami mogę się podpisać. Za błędy zawarte w innym wydaniu, nie ponoszę odpowiedzialności. Swoim nazwiskiem firmuję jedynie „Neurodydaktykę” z pokazaną tu okładką. Jeśli ktoś chce przeczytać MOJĄ książkę, to proszę korzystać z wydania z granatowym profilem twarzy. Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych stanowi, iż to autor odpowiada za treść i formę swojego dzieła. Ja miałam wpływ jedynie na formę i treść książki wydanej przez Wydawnictwo Naukowe UMK. Kiążkę można kupić przez internet np. tu:

czy rodzic ma obowiązek chodzić na wywiadówki